Prezenty, prezenty?!

Pod choinką – na bogato – czytania co najmniej na miesiąc. Może nawet na znacznie dłużej, zważywszy na rozmiary Księgi wszystkich dokonań Sherlocka Holmesa.

Ani Arthura Conan Doyle’a, ani też Sherlocka nie trzeba chyba nikomu zachwalać. Zatrzymam się tylko na chwilę nad tym imponującym (zwłaszcza rozmiarami i ciężarem) wydaniem, które zawiera w sobie wszystkie chyba powieści i opowiadania o najsłynniejszym detektywie świata. Wszystko to w chronologicznym – przynajmniej na pierwszy rzut oka laika – porządku.

Czytaj dalej

Love Actually – to właśnie święta

Święta, jak widać (światełka na choinkach), słychać („Santa can you hear me?”) i czuć (zapach pierniczków…!), zbliżają się nieubłaganie. Czas więc i na tradycje świąteczne. Nawet jeśli tradycje, które mam na myśli, niewiele mają wspólnego z właściwym tego słowa znaczeniem.

Czytaj dalej

Dziewczynka z kotem (na punkcie Burtona)

Słyszę ostatnio często, że przeceniam Burtona. Że jego ostatnie filmy to już nie to samo, co kiedyś, że się starzeje, że dziadzieje… i jakże ja w obliczu takiego obrotu spraw mogę się wciąż nim zachwycać. Nim. Jako całością. Całokształtem.

Czytaj dalej

My, naród

Mamy – jako naród – dwie zasadnicze wady. To znaczy – wad mamy znacznie więcej, ale te dwie akurat idealnie pasują mi do tekstu. Po pierwsze – nie rozumiemy pojęcia „fikcja”. Fikcja literacka, film fabularny… Takie proste słowa, a za nic się ich nie potrafimy nauczyć. Po drugie – na kilometr zalatuje od nas nietolerancją. W stosunku do wszystkiego i wszystkich. Najbardziej zaś do tych, którzy nam tę nietolerancję usiłują wytknąć. Jeśli do tego wszystkiego dorzucić jeszcze nasze dumne, narodowe pieniactwo, trudno się właściwie dziwić, że z najprostszych powodów wybuchają ogólnonarodowe afery.

Czytaj dalej

A gdyby tak porwać Mikołaja?

Któregoś roku, 6 grudnia zamiast świętego Mikołaja odwiedził mnie Jack Skellington. Przyniósł ze sobą iście burtonowe prezenty – koszulkę z Edwardem Nożycorękim, kolczyki z Gnijącą Panną Młodą… I były to jedne z najmilszych Mikołajek, jakie pamiętam. Dlaczego by więc Mikołaja na stałe nie zastąpić Jackiem?

Czytaj dalej