Fearless

W życiu już nie wsiądę do samolotu. Z takim oto postanowieniem na resztę życia zostawił mnie wczorajszy seans Bez lęku Petera Weira.

Różne rzeczy można pewnie o tym filmie powiedzieć… Oglądałam go z nastawieniem na tematykę stresu pourazowego i mówiąc szczerze, dostałam dokładnie to, co mi obiecano – historię człowieka, który przeżył katastrofę lotniczą i jego zmagań ze stresem pourazowym, a może raczej zmagań otoczenia z tym jego stresem, bo przecież na pozór, na pierwszy rzut oka to nie sam bohater cierpi, a wszyscy wokół niego, przez niego.

Czytaj dalej

Z Sacksem po dziwnych światach

Pamiętam, że w liceum na ostatniej stronie zeszytu do religii prowadziłam listę filmów do obejrzenia opatrzoną tytułem „Ksiądz Roman poleca”. Dlaczego notowałam filmowe propozycje księdza Romana, który był – bardzo delikatnie mówiąc – człowiekiem dość jednak kontrowersyjnym i mało lubianym, do dzisiaj nie wiem. Może liczyłam na to, że wspominane przez niego obrazy będą równie kontrowersyjne jak i on sam… A przecież dla małolaty wszystko, co kontrowersyjne, wydaje się wręcz genialne.

Czytaj dalej

Ten jeden dzień, a po nim wszystkie inne

Kupujesz komuś książkę, trochę bez namysłu, byle była miła, łatwa i przyjemna, a przede wszystkim o miłości. Nie zastanawiasz się za wiele, nie sprawdzasz rzetelnie, o czym właściwie ta książka jest, bo – powiedzmy sobie szczerze – nie znosisz zdjęć obściskujących się par na okładkach. Ot, bierzesz to, o czym teraz najwięcej się mówi przy okazji szumu wokół ekranizacji. Polegasz na opinii lektora w zwiastunie i Anne Hathaway, która zgodziła się w filmie zagrać. I czujesz się usprawiedliwiony.

Czytaj dalej

How about a shave?

Halloween tuż – tuż, we wszystkich szanujących się restauracjach można dostać dynię niemal w każdej postaci… Mi jednak Halloween nawet bardziej niż z dynią kojarzy się z… Timem Burtonem. Chociaż – powiedzmy sobie szczerze – niewiele jest takich rzeczy, które mi się z nim nie kojarzą ani trochę.

Czytaj dalej

Thor w kraju ignorantów

Mamy czwartek, Thursday, Thor’s Day, Dzień Thora, zatrzymajmy się więc może na chwilę przy tej postaci.

Filmy na podstawie komiksów Marvela dzielą się z grubsza na te słabsze, te całkiem nie najgorsze i Iron Mana. Thor na tym wymiarze zajmuje pozycję dość przyzwoitą – gdzieś pomiędzy nie najgorszymi a Iron Manem, do którego wciąż mu jednak jeszcze daleko. Jest to pozycja właściwie odrobinę zaskakująca, jeśli się weźmie pod uwagę, że reżyserią zajął się Kenneth Branagh, specjalista bynajmniej nie od komiksów, a od Szekspira. Na tym nietypowym dość połączeniu w zasadzie jednak nikt źle nie wyszedł, a sam Thor zyskał dość oryginalne rysy i iście po szekspirowsku wyeksponowane wątki władzy i relacji między ojcem a synem.

Czytaj dalej