Ten jeden dzień, a po nim wszystkie inne

Kupujesz komuś książkę, trochę bez namysłu, byle była miła, łatwa i przyjemna, a przede wszystkim o miłości. Nie zastanawiasz się za wiele, nie sprawdzasz rzetelnie, o czym właściwie ta książka jest, bo – powiedzmy sobie szczerze – nie znosisz zdjęć obściskujących się par na okładkach. Ot, bierzesz to, o czym teraz najwięcej się mówi przy okazji szumu wokół ekranizacji. Polegasz na opinii lektora w zwiastunie i Anne Hathaway, która zgodziła się w filmie zagrać. I czujesz się usprawiedliwiony.

Czytaj dalej

How about a shave?

Halloween tuż – tuż, we wszystkich szanujących się restauracjach można dostać dynię niemal w każdej postaci… Mi jednak Halloween nawet bardziej niż z dynią kojarzy się z… Timem Burtonem. Chociaż – powiedzmy sobie szczerze – niewiele jest takich rzeczy, które mi się z nim nie kojarzą ani trochę.

Czytaj dalej

Thor w kraju ignorantów

Mamy czwartek, Thursday, Thor?s Day, Dzień Thora, zatrzymajmy się więc może na chwilę przy tej postaci.

Filmy na podstawie komiksów Marvela dzielą się z grubsza na te słabsze, te całkiem nie najgorsze i Iron Mana. Thor na tym wymiarze zajmuje pozycję dość przyzwoitą – gdzieś pomiędzy nie najgorszymi a Iron Manem, do którego wciąż mu jednak jeszcze daleko. Jest to pozycja właściwie odrobinę zaskakująca, jeśli się weźmie pod uwagę, że reżyserią zajął się Kenneth Branagh, specjalista bynajmniej nie od komiksów, a od Szekspira. Na tym nietypowym dość połączeniu w zasadzie jednak nikt źle nie wyszedł, a sam Thor zyskał dość oryginalne rysy i iście po szekspirowsku wyeksponowane wątki władzy i relacji między ojcem a synem.

Czytaj dalej

Miało być o filmie, jest o związkach

Nie do końca rozumiem ideę promowania wszelkich możliwych filmów pod szyldem komedii. O ile oczywiście świat się ostatnio nie nawrócił na tradycję i wyrafinowanie, komedię definiując jak Dante – jako historię, która kończy się dobrze, niezależnie od tego, jak okropnie jest po drodze. Z tego jednak, co mi wiadomo, świat zmierza raczej w odwrotnym kierunku… Pozwolę więc sobie narzekać dalej.

Czytaj dalej

Patologicznie (nie)przewidywalny Johnny

Najnowsza biografia Johnny’ego Deppa napisana przez pana Nigela Goodalla niewiele rzecz jasna nowego może powiedzieć komuś, kto z powodzeniem mógłby zostać wybrany najwyższym kapłanem religii wielbiącej Deppa, gdyby taka kiedykolwiek powstała. Niemniej jednak, nawet dla kogoś takiego może się okazać przydatna – zręcznie porządkuje obszerną przecież filmografię Johnny’ego i dostarcza kilku ciekawych – że się tak wyrażę – ogólnohollywoodzkich smaczków. W porównaniu z innymi biografiami Deppa i w ogóle innymi biografiami, jakie kiedykolwiek wpadły mi w ręce, Johnny Depp. Sekretne życie wypada jednak niestety dość marnie. Co jest mi przykro pisać, zwłaszcza, że dostałam ją w prezencie i nie chciałabym tu wyjść na niewdzięcznicę 🙂

Czytaj dalej