Kadr z filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson, 2017.

Ostatni Jedi: zaburzona równowaga Mocy

by Mila

Ostatni Jedi, być może w myśl zasady równowagi we wszechświecie, wyraźnie podzielił fanów Gwiezdnych Wojen. Jedni wychodzą z kina usatysfakcjonowani, inni dotkliwie rozczarowani. Będę szczera – trochę bliżej mi do tej drugiej grupy… choć muszę przyznać, że niektóre elementy filmu jak najbardziej doceniam. Przed wami krótkie podsumowanie tego, co mi się w filmie podobało, a czym Ostatni Jedi mnie jednak zawiódł.

Kadr z filmu <em>Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi</em>, reż. Rian Johnson, 2017.

Kadr z filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson, 2017.

Zdecydowanie na plus

Owszem, są i takie rzeczy, które po seansie muszę pochwalić. Nie ma ich jakoś wybitnie dużo, ale zawsze coś…

Zwiastun Avengersów

Może jestem odrobinę niesprawiedliwa (i złośliwa!), ale z całego seansu najbardziej podobał mi się zwiastun Infinity War. Na nim miałam ciary, a tego o Epizodzie VIII Gwiezdnych Wojen niestety nie mogę powiedzieć.

Wątek Kylo Rena

Nie będę ukrywać, nie jestem wielką fanką Adama Drivera – choć talentu aktorskiego trudno mu odmówić. Ale dopóki maszeruje po ekranie ubrany po szyję w czarne ciuchy z linii Emo Jedi, mam dla niego pewną dozę sympatii. Zwłaszcza, że grana przez niego postać dostaje w najnowszym filmie całkiem nieźle zarysowane tło psychologiczne. Niby Moc jest w nim silna, niby to ambitny i groźny przeciwnik, ale jednocześnie niezła z niego ciapa i wciąż bardzo niedojrzały chłopak. Pogubiony i rozdarty Ben Solo jest jednym z najmocniejszych punktów Epizodu VIII, relacja z nim dodaje też nieco kolorytu Rey, która samodzielnie niestety nie lśni już tak bardzo jak w Przebudzeniu Mocy. Najlepszy czarny charakter to zawsze taki, za którym coś się kryje, a nie taki, który jest zły tylko dlatego, że ktoś go tak nazwał w scenariuszu. A za Kylo Renem kryje się całkiem sporo ciekawych emocji.

Kadr z filmu <em>Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi</em>, reż. Rian Johnson, 2017.

Kadr z filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson, 2017.

Bardzo ładne zjęcia

Cały film wizualnie zrobiony jest pięknie i przepełniony estetycznie dopracowanymi kadrami, ale już końcówka na planecie pokrytej solą to prawdziwy kolorystyczny majstersztyk. Zdjęcia zdecydowanie na plus!

Kadr z filmu <em>Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi</em>, reż. Rian Johnson, 2017.

Kadr z filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson, 2017.

Nie wiem, co myśleć

Zdarzyły się w filmie i takie rzeczy, których się nie spodziewałam – i to wcale nie były zwroty akcji.

scena z mlekiem

Co najmniej dwa razy podczas seansu wzdrygnęłam się z obrzydzeniem. Przynajmniej raz mógł być to efekt zamierzony, bo dawno nie było w Gwiezdnych Wojnach czegoś tak paskudnego jak Jabba… Problem w tym, że Jabba spełniał przynajmniej jakąś rolę fabularną, a Ostatni Jedi serwuje nam odpychające obrazki trochę jakby dla nich samych. A że dodatkowo jeden z nich uwzględnia uzyskiwanie mleka z niepokojąco humanoidalnego zwierzęcia… nie mogę powiedzieć, żeby mnie to zachwyciło. Kadru z filmu nie będzie, bo to naprawdę nie było ładne.

Rey w pelerynie Gandalfa

Niejednokrotnie podczas seansu miałam niespodziewane skojarzenia z Władcą Pierścieni, zwłaszcza na wyspie, na której ukrywa się Luke Skywalker. Może to ta nieco gandalfowa peleryna, którą Rey miała na sobie, a może to, że oboje z Lukiem trochę przypominali hobbitów, wspinając się po stromych wzgórzach – nie mogłam od tych skojarzeń uciec i trochę mnie to wybijało z rytmu.

Kadr z filmu <em>Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi</em>, reż. Rian Johnson, 2017.

Kadr z filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson, 2017.

Przesłodkie porgi

To, że w kolejnych epizodach mamy okazję podpatrywać florę i faunę rozmaitych planet, jest bardzo ciekawe – tutaj też pojawiły się kryształowe lisy, kosmiczne konie i przeurocze porgi, czyli przypominające puchatą kulkę ptaki o wielkich oczach. Wszystko byłoby w porządku, gdybym nie miała może nieco cynicznego wrażenia, że porgi powstały tylko po to, żeby można było sprzedać dzieciom mnóstwo puchatych gadżetów do przytulania… Już teraz w sklepach za jedyne siedem dych niezbyt udana imitacja filmowego zwierzaczka – w sam raz pod choinkę! Poza jedną średnio zabawną sceną z głodnym Chewiem niewiele usprawiedliwia obecność porgów w filmie i jakkolwiek słodkie by one nie były, trochę jednak pachnie mi to skokiem na kasę.

Kadr z filmu <em>Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi</em>, reż. Rian Johnson, 2017.

Kadr z filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson, 2017.

ZDECYDOWANIE NA MINUS

Nie uciekniemy od tego – mam parę zastrzeżeń, a najważniejsze z nich znajdziecie poniżej.

snoke, złol znikąd

Tak jak wspominałam przed chwilą, dobry złol to złol porządnie umotywowany. A tego niestety nie można powiedzieć o przywódcy Najwyższego Porządku, ani o tym, z jaką podejrzaną łatwością (zwłaszcza pod koniec) toczy się jego wątek w filmie. Skąd się wziął, o co mu chodzi, kim w zasadzie jest, jak wielką ma moc i co poza zrównywaniem podwładnych z ziemią go kręci – tym razem twórcy pomijają te pytania milczeniem. Takie motywacyjne zawieszenie w próżni sprawia, że najwyższy rangą czarny charakter ani mnie ziębi, ani grzeje… i nawet jego paskudnie zniekształcona twarz niewiele zmienia.

Kadr z filmu <em>Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi</em>, reż. Rian Johnson, 2017.

Kadr z filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson, 2017.

Porzucony wątek Poe i Finna

Skoro świat nie grzmi z oburzenia, to chyba mogę to napisać, bo prawdopodobnie sami domyśliliście się już, że wytwórnia wycofała się ze wszystkich subtelnie podsuwanych w Przebudzeniu Mocy sugestii, że być może kiedyś w wielkim blockbusterze doczekamy się innego niż klasyczny wątku miłosnego. Najwyraźniej to jeszcze nie ten czas. A szkoda. Bo Poe i Finn mieli swego czasu na ekranie więcej chemii niż jakakolwiek inna para bohaterów.

Kadr z filmu <em>Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi</em>, reż. Rian Johnson, 2017.

Kadr z filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson, 2017.

Parodia Supermana

Nie napiszę wprost, którą scenę mam na myśli, bo to jednak spory spoiler… Ale nie będę ukrywać, że w science fiction cenię sobie logikę i wewnętrzną spójność z przyjętymi w danym świecie zasadami fizyki. Wiecie, uwierzę w czary, kosmitów, latających superbohaterów, dopóki to się jakoś trzyma kupy… ale jak rzucisz jabłkiem, a ono zadziwi Newtona i nie spadnie na ziemię, to coś jest nie halo. Ostatni Jedi serwuje nam zaś taką naukowo i logicznie wątpliwą scenę, na którą wiele osób reaguje konsternacją, a co bardziej dociekliwi snuciem trzymających się na włosku teorii o tym, jak i dlaczego coś, co fizycznie powinno być niemożliwe, nagle stało się możliwe. Jeszcze żadna z tych teorii do końca mnie nie przekonała… ale w końcu jestem z tych świrów, co to wymagają logiki od filmów pełnych kosmicznych zwierzaków.

Kadr z filmu <em>Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi</em>, reż. Rian Johnson, 2017.

Kompletnie przypadkowy kadr z filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson, 2017.

Przeładowanie wątkami

Ostatni Jedi jest trochę filmem z ADHD. Nie do końca potrafi się skupić na konkretnej historii, na każdym kroku rozpraszając się niezliczoną ilością pobocznych wątków i postaci, które pojawiają się na pół minuty, żeby zaraz zniknąć i nie dać się nawet zapamiętać. Wybuch na wybuchu, szalone tempo, ani chwili wytchnienia pomiędzy pościgami – nie zdziwcie się, jeśli wyjdziecie z kina z migreną i trochę przestymulowani. Oglądając ten film, poważnie zaczęłam się bać nadchodzących w maju Avengersów – tam też będzie stanowczo zbyt dużo postaci w stosunku do czasu ekranowego. I to prawdopodobnie nie skończy się zbyt dobrze dla większości z nich.

Kadr z filmu <em>Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi</em>, reż. Rian Johnson, 2017.

Kadr z filmu Gwiezdne Wojny: Ostatni Jedi, reż. Rian Johnson, 2017.

Trudno nie zauważyć, że minusów jest tu jednak nieco więcej… Jak na film, w którym dużą rolę odgrywa balans światła i ciemności, dobra i zła, Ostatni Jedi sam w sobie jest zaskakująco mało zrównoważony. Brakuje w nim harmonii, brakuje jakiegoś porządku w tym chaotycznym pędzie przez galaktykę – i ten chaos odzwierciedlają też oceny widzów. Z drugiej strony, to także film o ponoszeniu porażek i o zawiedzionym zaufaniu tych, którzy na nas polegają – i choćby dlatego trudno uniknąć analogii pomiędzy bohaterami, którzy zawodzą siebie nawzajem, a twórcami, którzy zawiedli całkiem spore grono widzów. Wątpię, żeby był to efekt zamierzony… ale w obliczu tego wszystkiego Ostatni Jedi bardzo zgrabnie komentuje się sam.

Przeczytaj także: