O czym myślą projektanci książek?

Czasem kiedy patrzę na swoje półki z książkami, mam ochotę załamać ręce i zrezygnowanym głosem zadaję sobie pytanie, o czym u licha myślą projektanci serii wydawniczych. Pytanie jest dość retoryczne, bo na razie udało mi się dojść jedynie do tego, o czym na pewno NIE myślą.

O spójności
Proszę bardzo, przykład pierwszy. Ten sam wydawca, ten sam projektant okładki, książki wydane na przestrzeni 3 lat. Najwyraźniej w międzyczasie zmieniła się koncepcja. Problem w tym, że aż do dzisiaj okładka Następnego do raju nie została dostosowana do nowej koncepcji. Jesteśmy skazani na tę białą oderwaną od reszty.

Przykład drugi jest właściwie podsumowaniem sporej części wydań polskiej fantastyki. Ten sam autor, to samo wydawnictwo, ten sam cykl książek z tym samym bohaterem. Poszczególne tomy niby takie same, a jednak prawie każdy inny.

O sentymentalnych kolekcjonerach
Ok, rozumiem, że Sezon burz wyszedł całe wieki po tym, jak superNOWA parę razy zdążyła zmienić szatę graficzną sagi. Rozumiem, że i tak mam pewną swobodę, bo mogę go kupić z trzema różnymi okładkami, w tym dwiema inspirowanymi grafikami z gry. Ale i tak jest mi smutno, że nikt nie pomyślał o czytelnikach, którzy od dawna pielęgnują swoje piękne, białe książki na półce. Skoro można zrobić 3 różne wersje okładek, to malutki, kolekcjonerski nakład dla starych dobrych czytelników prawdopodobnie by wydawnictwa nie zabił…  Ale nie. Mam do wyboru trzymać Sezon burz gdzieś daleko na innej półce, cierpieć za każdym razem, kiedy spojrzę w to miejsce, albo za jedyne 500 zł odpalić sobie całą nową kolekcję z niezbyt ładnymi okładkami inspirowanymi grą. Wybieram opcję pierwszą i zapominam o istnieniu Sezonu Burz. Zbyt jestem emocjonalnie przywiązana do mojego białego wydania, żeby zastąpić je czymś innym. Zaraza.

O wygodzie czytania (i tradycyjnie spójności)
Czasem problem dotyczy nie tyle (albo nie tylko) okładki, co już samego formatu książki. A w tej kwestii Noir sur Blanc poczyna sobie z Bukowskim bardzo śmiało. Spójrzcie na zdjęcie wydań jeszcze w starej szacie graficznej. To nie jest przypadkowy błąd. To jest świadome, tylko nie wiadomo czemu służące, działanie – pomiędzy jednym wznowieniem serii a drugim, nie zmieniając szaty graficznej, wydawnictwo zmieniło sobie rozmiar książek. Bo dlaczego by nie. Uważajcie, z którego roku kupujecie egzemplarz.

Ledwie kilka lat po tej zmianie rozmiaru, Noir sur Blanc postawiło na kompletną metamorfozę – i teraz w krótkich odstępach czasu wydaje w nowej szacie graficznej kolejne dzieła Bukowskiego. I mimo że cały czas robią te książki dokładnie ci sami ludzie, tym razem dostaliśmy tomy, których rozmiar zaprojektował chyba ktoś, kto w życiu nie trzymał książki w ręku dłużej niż 3 minuty. Nieporęczne, niewymiarowe, niewygodne. I tradycyjnie już z bałaganem na okładkach.

I znowu o spójności
Na pierwszy rzut oka seria wydaje się dość przemyślana… ale im dalej w las, tym więcej dziwactw się na tych okładkach pojawia. Pomijam już książkę różową, na której nie da się odczytać nazwiska autora i to niestety nie jest kwestia zrobionego przeze mnie zdjęcia, tylko doboru kolorów na okładce – te litery po prostu świecą. Pomijam to, że na niektórych okładkach można znaleźć zdjęcie stanika albo rysunek wiadomych części męskiego ciała – bo to akurat jeszcze ma jakieś odniesienie do treści i stylu autora. Ale spójrzcie na O pisaniu i wyjaśnijcie mi, dlaczego ten tytuł nagle tak bardzo przytył w porównaniu do pozostałych. Po ściągnięciu z półki wcale nie jest lepiej – zmienił się font w imieniu, zmienił się styl liter w nazwisku… i pozostaje tylko zapytać: dlaczego i po co? Na złość ludziom, którzy chcą mieć porządek na półkach?

O estetyce
Wiem, że to wygląda, jakbym się uwzięła na Bukowskiego i Noir sur Blanc… Ale to akurat książki Bukowskiego kolekcjonuję z największym zapałem, a niestety wydawnictwo z każdą kolejną pozycją utrudnia mi zadanie i stara się mnie zniechęcić… I chyba właśnie im się to udało. Jak uwielbiam ich za to, że wydają Bukowskiego coraz więcej, tak w kwestii okładek ewidentnie mamy rozbieżne zdania. Poniżej zapowiedź wydawnicza, która łączy sobie wszystko: 4 różne rodzaje fontów, paskudny kolor, na chama wklejone zdjęcie kota i kolejne bezsensowne odstępstwo od pozostałych okładek – zauważcie, że do tej pory litery w słowie „Bukowski” nie miały czarnych krawędzi. A teraz proszę, czemu mają nie mieć. To jest oficjalnie najgorsza okładka, jaką w życiu widziałam. Patrzę na nią i przestaję mieć kompleksy w związku ze swoimi „osiągnięciami” na zajęciach z edytorstwa, kiedy pierwszy raz posadzono nas przed skomplikowanym programem graficznym. I jeżeli to naprawdę wyjdzie w takiej wersji… istnieje ryzyko, że jednak sobie daruję i skończy się kolekcjonowanie. Są jakieś granice poświęcenia.

"Kot to piękny diabeł."Przygotowania do wrześniowej premiery pierwszego polskiego wydania "O kotach" Charlesa Bukowskiego idą pełną parą – już dziś prezentujemy Wam projekt okładki!

Opublikowany przez Oficyna Literacka Noir sur Blanc na 13 lipca 2017

Wyrzuciwszy to wszystko z siebie, spodziewam się tu jakichś komentarzy o tym, że histeryzuję i przesadzam. Zawsze, kiedy jedno z takich zdjęć ląduje na moim Instagramie, czytam potem o sobie, że jestem pedantką. Pod powyższym postem wydawnictwa dowiaduję się też, że brzydka okładka nie powinna mi przeszkadzać, skoro nie przeszkadza mi brzydka treść książek Bukowskiego. A to są dwie tak różne sprawy, że aż chyba napiszę o tym osobny tekst.

Może jestem książkową pedantką. A może po prostu to nasze społeczeństwo jest przyzwyczajone do niechlujności i bałaganu. Mnie tam na edytorstwie uczono, że serie wydawnicze powinny być wewnętrznie spójne. Czyżby profesjonalnych projektantów nikt tego nie uczył? Czyżby ich zmysł estetyczny nie cierpiał, kiedy patrzą na swoje dzieła? Te okładki nie robią się same. Ktoś bierze za nie pieniądze. Co w praktyce czasem najwyraźniej oznacza, że ktoś bierze pieniądze za machnięcie ręką i stwierdzenie: a, nikt nie zauważy, jak będzie nierówno/inaczej/brzydko. Albo za dość aroganckie: moja artystyczna wizja jest ważniejsza od potrzeb i opinii klientów. Założę się też, że ktoś w tych wydawnictwach bierze pieniądze za długoterminowe planowanie serii wydawniczych. To już mógłby je naprawdę długoterminowo zaplanować, a nie zmieniać zdanie przy każdym kolejnym tomie. Może by tak wprowadzić do szkół jakieś zajęcia z osobistej etyki pracy?

Kiedy już będę bajecznie bogata, zafunduję całej swojej biblioteczce gruntowną operację plastyczną. Wiecie, piękne, spersonalizowane, dopracowane obwoluty, które przykryją wszystkie niedoskonałości i szaleństwa wydawców. I będę miała najpiękniejszą biblioteczkę w okolicy. Spójrzcie tylko, jakie cuda można sobie zamówić:

Dobrze jest mieć jakiś cel w życiu. Szkoda, że celem niektórych nie jest zostawić po sobie porządnie zrobione książki.

3 komentarze

  • Uspokoję Cię, według mnie nie histeruzyjesz i masz całkowite prawo denerwować się z powodu takich wybryków wydawców. Ja sama nie miałam takich problemów jeszcze w czasach, gdy namiętnie kolekcjonowałam książki papierowe (teraz, z powodów praktyczno-logistycznych, czytam głównie ebooki), ale przykłady, które podajesz są rzeczywiście rażące. Zwłaszcza ten Bukowski! Nie wiem co siedzi w głowie autorów tych okładek. A ten najnowszy projekt… mam nadzieję, że to jakiś żart/prowokacja, bo aż brak mi słów. Na szczęście istnieją jeszcze wydawnictwa, które bardzo dbają o jednolitą szatę graficzną swoich publikacji, ale dziwnym trafem są to głównie te wydające reportaże. Przynajmniej takie mam wrażenie.

    • Też jeszcze się łudzę, że to prowokacja, ale właściwie oni z każdą książką z serii poczynają sobie coraz śmielej… Strach się bać, co będzie następne 😀

  • Jak Ty histeryzujesz to ja też. Kurde, ten kot wyglada jakby sam nie wierzył, że ktoś zrobił taką okładkę i nie mógł na nią patrzeć. Ja rozumiem, że czasami jakieś kolory się komuś podobają a innym nie, ale chyba istotna jest czytelność, prawda? Może autorowi to zestawienie barw się podobało, no ale… chyba nawet ślepy zauważy, że tego się nie da przeczytać. O oddmiennej wysokości książek już nawet nie wspomnę, bo to już totalny brak poczucia estetyki.
    Pozdrawiam
    biblioteka-feniksa.blogspot.com

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.