Nie śpię, bo piszę bloga

Wiecie, jaki jest najlepszy sposób na to, by sprawdzić, ile jakaś codzienna czynność zabiera wam czasu? Możecie oczywiście nastawić stoper i policzyć minuty… Ale możecie też po prostu przestać ją na jakiś czas wykonywać i przekonać się, ile nagle macie wolnych godzin w grafiku i jak wiele innych rzeczy się w nim mieści.

Przez ostatnich pięć dni nie napisałam na bloga ani słowa – i nagle okazało się, że mam czas przemierzyć Polskę najpierw wszerz, potem wzdłuż, pospacerować po Bydgoszczy, Toruniu i Gdańsku, odbyć kilka zaskakujących rozmów o życiu, przeczytać dwie książki, dokonać ponurej analizy podziałów w polskim społeczeństwie, zrobić wreszcie porządek w kuchennych szafkach, jeść zdrowe śniadania i w spokoju pić kawę, posadzić zioła na balkonie, zrobić wielkie pranie, zaplanować zmiany w wystroju mieszkania, pierwszy raz od niepamiętnych czasów obejrzeć w całości serwis informacyjny, nadrobić dwa seriale i – co najważniejsze – normalnie, po ludzku się wyspać. I wcale nie tak wiele zmienia tu fakt, że podczas tych 5 dni byłam dodatkowo w pracy tylko przez dnia 1,5 – bo w trybie blogowania nawet i tygodniowy urlop jestem w stanie zamienić w festiwal wiecznego dłubania tekstów.

Zwłaszcza ten ostatni punkt (wyspać się) zasiewa mi w głowie pewne wątpliwości… Bo tak naprawdę – na co komu blog, jeśli się człowiek wiecznie nie wysypia? Zdarzało mi się już czasem w prawdzie przymykać oko na to, że nie czytam, bo bloguję. Że nie sprzątam, bo bloguję. Że nie odpoczywam po pracy, bo bloguję. Że jem po nocach, bo tekst był pilniejszy niż kolacja. Ale żeby się nie wysypiać? Skandal, płacz, zgrzytanie zębów i palące pytanie: co ja robię ze swoim życiem? No jak to co? Nie śpię, bo piszę bloga!

Ryzyka, że przestanę blogować, oczywiście nie ma. Jestem od blogowania uzależniona bardziej nawet niż od Netflixa. Może nieco mniej niż od słodyczy i laysów zielona cebulka. Ale czasem dopiero taki niespodziewany detoks pozwala ocenić stopień i konsekwencje uzależnienia. Może wam też w jakiejś dziedzinie by się przydał?

W obecnej sytuacji nie pozostaje mi już chyba nic innego, jak tylko zadać sakramentalne i wiecznie pozostawione bez dobrej odpowiedzi pytanie: jak żyć? Jak żyć i pisać bloga jednocześnie?

3 komentarze

  • Trochę Cię rozumiem, ale mimo, że mamy podobnie to jednak trochę inaczej 😉 Otóż staram się teraz pisać regularnie i dbać o jakość artykułów, ale z kolei uważam, że za mało czas poświęcam na promocję i przez to mój blog w jakiś sposób cierpi i jest zaniedbany. A ja szczęśliwa i niewypromowana nadrabiam serialowe zaległości i staram się rozwijać w innych aspektach życia. Jednak nawet jeśli się wydaje, że coś jest pod kontrolą, to tak naprawdę zawsze będzie coś zaniedbane i niedopieszczone. Na początku wydawało mi się to bezlitosne, ale potem zrozumiałam, że przecież jesteśmy tylko ludźmi. Zasługujemy na chwile przyjemności ( mogą to być nawet dłuższe chwile), realizację pasji i przede wszystkim poznawanie czegoś nowego. Detoks w każdej dziedzinie może się okazać zbawienny, przerwa pozwala widzieć pewne rzeczy inaczej, a oczyszczony umysł jest zwykle pełen nowych pomysłów 😉 Bardzo przydatny artykuł, będę wpadać częściej.

  • Wszyscy przez to przechodzą. Ja po siedmiu latach blogowania wypracowałem sobie tempo pozwalające mi na regularne pisanie bez utraty jakości, snu, kontaktu z rodziną i tak dalej. Czyli raz na tydzień, czasem częściej jak czas pozwala.

    Pozdrawiam zza blogowej miedzy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.