Jak złapać oddech, czyli Mila, kreatywność i mindfulness

Danny Penman w swojej książce Mindfulness. Droga do kreatywności twierdzi, że w medytacji nie można ponieść porażki. Nie byłabym tego taka pewna. Mnie się chyba ponieść porażkę udało. Bo nie wiem, jak inaczej nazwać to, że prawie zawsze gdy zaczynam zwracać nadmierną uwagę na swój oddech, dopada mnie irracjonalny strach, że oddychać przestanę. Może to jakieś mroczne wspomnienie wuefu w podstawówce i tego, jak zbiegając z górki po mokrej trawie wywaliłam się prosto na plecy. Kto wie. Medytacji to jednak specjalnie nie sprzyja.

Doktor Penman próbowałby mnie zapewne przekonać, że ten strach da się przepracować. Pewnie się da. Pytanie, czy warto… bo balansowanie na skraju ataku paniki do najprzyjemniejszych nie należy. Książka Penmana mierzy się z tematem kreatywności i tym razem to do tej sfery życia przykłada najnowsze naukowe odkrycia i starożytne idee. Uważność i medytacja mają pomóc w odblokowaniu potencjału twórczego. Ukoić lęk przed porażką. Obudzić otwartość i ciekawość, podnieść produktywność. Może więc warto. Ale w moim przypadku na razie dalej wygrywa strach przed (nie)oddychaniem.

W tym momencie coś powinno was zastanowić. Jak na kogoś, kto nie zamierza medytować, czytam zaskakująco dużo książek o mindfulnessie. Czy to aby nie jakiś masochizm? Wolę myśleć, że to zawodowa ciekawość. A może nawet w jakiś sposób poczuwam się do monitorowania tego, co i w jaki sposób mówi się i pisze o psychologii i zjawiskach z jej pogranicza.

mindfulness. droga do kreatywności

A o mindfulnessie pisze się… bardzo różnie. Czasem w tak natchniony i ulotny sposób, że medytacja zaczyna przypominać jakiś nierealny, baśniowy twór. Czasem bardzo rzetelnie, konkretnie, językiem korzyści i strat z łatwością przyswajanym przez szeregowego pracownika korporacji. Przy pomocy badań naukowych i porównań typu: to taki fitness dla mózgu. A czasem można po prostu odnieść wrażenie, że każdy z autorów powtarza dokładnie to samo, tylko po swojemu. Książka Penmana plasuje się gdzieś pośrodku tego wszystkiego.

Z jednej strony trafnie i dobitnie pokazuje, jak często sami zabijamy w sobie kreatywność, kręcimy się w kółko, nie dostrzegamy prostych rozwiązań i zamiast wzmacniać swoją produktywność, większość czasu poświęcamy na zamartwianie się wszystkim, czym tylko się da. Penman oferuje na to wszystko remedium – szczegółowo rozpisany na 4 tygodnie trening uważności i medytacyjne ćwiczenia z dokładnymi instrukcjami. W założeniach i konstrukcji jest to zresztą książka dosyć podobna do Mindfulness. Trening uważności, którą Danny Penman napisał wcześniej wspólnie z Markiem Williamsem. Dość podobna argumentacja, podobny zestaw ćwiczeń.

To podobieństwo dotyczy jednak także języka, który akurat nie był najmocniejszą stroną poprzedniej publikacji. Żeby nie powiedzieć – poważne uproszczenia i atmosfera powszechnej szczęśliwości dość utrudniały lekturę co bardziej sceptycznym osobom. U Penmana uproszczeń, banałów i życzeniowego myślenia jest już co prawda o niebo mniej, ale i jemu nie udaje się zupełnie uniknąć zdań, którym brakuje już tylko jogina unoszącego się na puchatej różowej chmurce. Ani poleceń, co do których nie mam pewności, jak miałabym je wykonać… Autor zaleca na przykład, by podczas ćwiczenia uważności w trakcie zakupów w supermarkecie poza odczuciami, zapachami i dźwiękami zanotować w myślach także to, czy źrenice nam się rozszerzają. Zakładając, że nie jestem akurat w dziale z lustrami, nie wiem, jak miałabym to zauważyć.

Ale nie czepiajmy się szczegółów. Może prawdziwi jogini potrafią kontrolować swoje źrenice. Mimo wszystko książkę Mindfulness. Droga do kreatywności czyta się dużo przyjemniej niż Trening uważności. Jest w niej coś, co przemówi chyba do każdego, kto choć raz zmagał się z niemocą twórczą. Choćby dlatego, że Penman obnaża tu styl działania naszego wewnętrznego krytyka, tego natrętnego głosu, który na każdym kroku podkopuje naszą pewność siebie, odbiera odwagę szukania nowych rozwiązań i wpycha nas w koleiny schematycznego myślenia. Już sama świadomość głosu wewnętrznego krytyka pozwala wyłapywać jego podszepty. Ja ze swoim już dyskutuję. Chociaż podejrzewam, że prawdopodobnie w połączeniu z treningiem i medytacją dużo łatwiej byłoby go uciszyć. Ale to już będziecie musieli sprawdzić za mnie. Mój wewnętrzny krytyk za bardzo boi się stracić oddech.

Poza medytacjami znajdziecie w tej książce także garść całkiem trafnych spostrzeżeń na temat twórczości. A z rzeczy praktycznych – dodatkowo całą listę tak zwanych wyzwalaczy z nawyku. Czyli drobnych czynności, które pozwalają przełamać codzienny schemat i uświadomić sobie, jak wiele rzeczy robimy na autopilocie. I jakie to może mieć konsekwencje dla naszej pracy, kreatywności i innych, czasem nawet zupełnie prozaicznych dziedzin życia. To jest ta część, która zdecydowanie najbardziej mi się podoba. Bo czym jest kreatywność, jeśli nie wyłamywaniem się ze sztywnych schematów? Skąd czerpiemy impulsy i inspiracje, jeśli nie z nowych, niespodziewanych zdarzeń, wrażeń i myśli?

Wygląda więc na to, że nawet ja mogę wyciągnąć z książki Penmana coś praktycznego. Spróbować czegoś nowego. Przełamać rutynę. Spojrzeć na znane rzeczy pod zupełnie innym kątem. Może wam to też nie zaszkodzi?

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu

1 Komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.