Hesse – podejście trzecie

Jakiś bardzo dziwny traf sprawia, że kiedy tylko spotykam jakiegoś w miarę inteligentnego faceta, jedne z pierwszych słów, jakie padają z jego ust, brzmią: czytałaś Wilka stepowego? Za pierwszym razem nic sobie z tego nie robię, w moje X lat życia nie dało się przecież wcisnąć całej literatury tego świata. Za drugim razem zaczynam mieć wrażenie, że to dość osobliwe. Za trzecim – zastanawiam się, co oni tak wszyscy nagle z tym Wilkiem stepowym. Wpycham go więc bez kolejki przed inne książki. Za czwartym, piątym i dziesiątym razem jest mi coraz bardziej głupio przyznawać, że próbowałam dwa razy i że NIE DA SIĘ tego czytać. Zwłaszcza, że wszyscy ci chłopcy jakoś bardzo osobiście podchodzą do tej książki.

Czytaj dalej

Pajacowanie na poważnie

Trudno znaleźć w polskim internecie (przynajmniej wśród użytkowników przed trzydziestką) kogoś, kto nigdy nie słyszał o Macieju Frączyku. Nawet jeśli sprawia wam problem dopasowanie nazwiska do konkretnej osoby, na hasło Niekryty Krytyk wasze problemy z pamięcią powinny w magiczny sposób ustąpić.

Czytaj dalej

Stary, zrzędliwy Brytol

Są na tym świecie ludzie, których uwielbiam słuchać niezależnie od tego, o czym akurat mówią. Robią to bowiem w tak niesamowity, pełen pasji i humoru sposób, że w zasadzie mogliby opowiadać o tajnikach uprawy rzepy albo o historii haftu, a i tak prawdopodobnie uznałabym temat za fascynujący. Dlatego też nikogo niech nie dziwi, że dzisiaj podtykam wam pod nos Jeremy’ego Clarksona.

Czytaj dalej

Bzdurki czyli bajki dla dzieci i innych

Artur Andrus nieustannie ujawnia swoje kolejne talenty. Przez lata dał się poznać jako artysta kabaretowy, dziennikarz, konferansjer, poeta, piosenkarz, autor książek, tekstów piosenek… – lista rzeczy, których (z sukcesem!) się podejmował i wciąż podejmuje, ciągnie się w nieskończoność. Całkiem niedawno CV pana Andrusa wzbogaciło się o kolejną umiejętność – bajkopisarstwo.

Czytaj dalej

Przebudzenia razy dwa

Przebudzenia to jedna z pierwszych książek napisanych przez Olivera Sacksa. Da się to zresztą wyczuć – podczas lektury nie mogłam się pozbyć wyobrażenia młodego człowieka, który właśnie obronił doktorat i nieświadomie upycha w każdym zdaniu tyle skomplikowanych terminów naukowych, ile tylko jest w stanie. Umiejętność mówienia do studentów po ludzku, zrozumiale i tak, żeby coś z tego wynieśli, przychodzi dopiero później, po latach praktyki – widać to doskonale na uczelniach i widać to także w stylu pisania Sacksa. Choć przyznać mu trzeba, że pisząc Przebudzenia celował bardziej w środowisko medyczne, niż w zaskakująco szeroką publiczność, jaka ostatecznie po książkę sięgnęła.

Czytaj dalej