Lepsi od wszystkich fani Bukowskiego

Jest kilku takich twórców i kilka takich obszarów kultury, które lubię i cenię… ale czasem wstyd się do tego przyznać. I to nie dlatego, żeby same te obiekty mojej sympatii były wstydliwe czy niegodne zainteresowania… Ale czasem gromadzi się wokół nich grono tak pretensjonalnych i zadufanych w sobie fanów, że człowiek ma się ochotę wypisać z tej grupy, zanim zupełnie straci wiarę w ludzkość.

Nie chodzi o to, by przeszkadzało mi, że nagle zapanowała moda na tego czy tamtego autora, przez co ja sama jako jego fanka straciłam wyjątkowość. Taki elitaryzm, owszem, nie był mi obcy w liceum – ale przychodzi taki moment, że człowiek jednak z tego wyrasta… a przynajmniej tak mi się wydawało.

Niestety wygląda na to, że nie wszyscy z tego wyrastają. I tak mamy całą rzeszę fanów komiksów Marvela, którzy z politowaniem patrzą na fanów filmowych adaptacji. Mamy zatwardziałych fanów Lyncha, którzy będą głośno udowadniać, że każdy głos krytyki wobec nowego Twin Peaks wynika po prostu z tego, że plebs nie rozumie geniuszu reżysera. Przecież w Cannes dostał owacje, to jak wam się może nie podobać! Mamy wreszcie i fanki Bukowskiego, które najwyraźniej uważają się za strasznie wyzwolone, bo w jego tekstach jest brud, pijaństwo i dużo gadania o dupach.

Fani Bukowskiego to już w ogóle jest ciekawa grupa. Niektórym z nich wydaje się, że skoro w jego tekstach tyle brudu, wulgaryzmów i gadania o dupach, to każdy szanujący się fan Bukowskiego powinien włączać te wartości także w swoje życie. A jeśli tego nie robi, to albo jest pozerem, albo żałosną grzeczną dziewczynką, która zemdleje z zażenowania na widok pierwszego opisu wizyty Chinaskiego w toalecie. Trafiają tu czasem tacy czytelnicy z przypadku – i nie rzuciwszy nawet okiem na foteczki mojej pięknej kolekcji książek Karolka, próbują mnie obrazić przy pomocy jednego z moich ulubionych autorów. Czasem to bywa zabawne.

Wiecie, bo jestem sztywna. Połknęłam kij i dopiero w tym tekście po 5 latach blogowania pierwszy raz użyłam słowa „dupa”. Dla równowagi całe 7 razy. A czasem ludzie przychodzą tu i dziwią się, że zachęcam ich do wyrażenia opinii słowami nieco bardziej merytorycznymi niż „tekst z dupy”. I choć dyskusja toczy się akurat o czymś zupełnie innym, muszą, po prostu MUSZĄ wpleść w to Charlesa i zademonstrować swoje wyzwolenie, z wyższością doradzając mi, żebym przypadkiem nie sięgała po Bukowskiego, bo tam tyle dup i wulgaryzmów, że moje płochliwe serduszko tego nie zniesie. Jeszcze nie dostałam zawału, dziękuję za troskę.

Te kwestie estetyki czy w zasadzie jej braku są dla tego odłamu fanów Bukowskiego ważne nie tylko w języku. Ultrafan Charlesa nie będzie narzekał na paskudne i siermiężne okładki jego książek – nawet jeśli rzekome okładki są obrazą dla całego przemysłu wydawniczego. Zamiast tego ultrafan z pogardliwym prychnięciem wbije szpilę wszystkim, których te okładki kłują po oczach. Tacy z was fani Bukowskiego, nie przeszkadzają wam dupy i syf w środku, ale brzydka okładka razi? Pff! NIE ROZUMIECIE JEGO STYLU! Czy wy go w ogóle czytaliście…? Czytaliśmy. Zachwyciliśmy się. Okładka nas za to zwyczajnie po gombrowiczowsku nie zachwyca. I co? I nic. Nikt z nas przez to nie jest mniej człowiekiem. Ani mniej fanem treści zamkniętej w brzydkiej okładce. Bo wiecie, na wypadek gdyby wam to umknęło – tej okładki Bukowski osobiście nie wybierał. Nie macie obowiązku się nad nią ślinić tylko dlatego, że jest tam jego nazwisko.

Urzeka mnie w kulturze bardzo dużo naprawdę różnych rzeczy. Mistrz Yoda, Harry Potter, pijackie opowieści Pilcha, kwiecisty język Tolkiena, dupy Bukowskiego… Ale tak jak nie latam po ulicach w pelerynie i z patykiem w ręku, zdania niegramatyczny w recytując sposób, tak i nie czuję potrzeby dalszego wulgaryzowania przestrzeni publicznej tylko dlatego, że paru moich ulubionych autorów lubi sobie zakląć. Nie czuję też potrzeby stawiania na półce brzydko wyglądających książek, niezależnie od tego, kto je napisał i co jest w środku. I w całej swojej sztywności nie uważam, żeby było w tym coś złego. Nie uważam też zresztą, żeby coś złego było w lataniu po ulicach z różdżką w ręku… sama tego nie robię – bo wiecie, jestem sztywna – ale chętnie sobie popatrzę na jakiś przemarsz czarodziejów.

Coraz bardziej natomiast razi mnie to patrzenie na innych z góry i dowartościowywanie się ich kosztem. Jestem taki fajny, bo tylko ja zrozumiałem nowe Twin Peaks. Jestem od ciebie fajniejsza, bo ty nie czytasz Bukowskiego. Jestem taka fajna, bo wy NIE ROZUMIECIE! Może ze mnie też wychodzi tu jakaś wyższość, ale wydaje mi się, że hipsterstwo w odbiorze kultury jest jednak czymś dosyć niedojrzałym. Przychodzi taki moment w życiu, kiedy nawet u swoich największych idoli potrafisz zauważyć wady i wpadki. To może nie być najłatwiejszy moment w twoim dotychczasowym idealistycznym życiu – ale za to jaki jest wyzwalający! Przychodzi też taki moment, kiedy chcesz się dzielić z innymi tym, co ci się w kulturze podoba – a nie dzielić jej odbiorców na „naszych” i „tamtych”. Zresztą, nikt nie powiedział, że to akurat mój czy twój gust jest najbardziej wyrafinowany…

Może więc czas, żebyśmy wszyscy wyciągnęli kije z wiadomych części ciała, zdjęli klapki z oczu i przyjęli wreszcie, że w kulturze piękna jest różnorodność. Gdyby wszystkim podobało się dokładnie to samo, świat byłby przerażająco nudnym miejscem i nie byłoby o czym rozmawiać. Nie byłoby miejsca na rozwój. Fajnie, że czytasz dobrych pisarzy, ale to cię jeszcze nie uprawnia do walenia książką po głowie wszystkich tych, którzy tego nie robią. Nie czyni cię też automatycznie lepszym człowiekiem. Są na to skuteczniejsze sposoby – na początek mniej snobizmu i więcej empatii.

1 Komentarz

  • Tak czy inaczej, Bukowski jest świetny.
    Całe życie przyklejali mu łatkę przedstawiciela beatników, a on mówił, dajcie mi spokój, jestem sobą. Porównywali jego styl pisania do hemingway’owskiego, a on mówi weźcie się wreszcie odp***cie. Cóż, teraz po śmierci też trafił w ręce hipsterów i nie może się z nich wydostać. Stał się popularny, bo jest wulgarny i brudny, ale niewielu sięga głębiej, gdzie kryje się głęboki humanizm i uniwersalne tęsknoty.
    Taki los pisarzy – być nierozumianymi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.