Kadr z filmu Powrót Bena, reż. Peter Hedges, 2018.
Kadr z filmu Powrót Bena, reż. Peter Hedges, 2018.

Kochając narkomana: Powrót Bena vs Mój piękny syn

Uzależnienia to temat, o którym kino ma całkiem sporo do powiedzenia. Przeważnie jednak filmowe opowieści o uzależnieniach skupiają się wokół osoby dotkniętej chorobą i wokół jej własnych zmagań z rozmaitymi demonami. Dużo rzadziej twórcy filmowi przyglądają się perspektywie bliskich osoby uzależnionej, którzy także – niejednokrotnie równie dramatycznie – dotknięci są jej problemem. Ale tak się składa, że niedawno niemal równocześnie w kinach pojawiły się aż dwa filmy opowiadające o uzależnieniu z perspektywy rodziców narkomana. Powrót BenaMój piękny syn mają ze sobą sporo wspólnego, ale równocześnie podkreślają różne aspekty tej trudnej dla całej rodziny sytuacji. Przyjrzyjmy się im bliżej!

Mogłoby się wydawać, że najtrudniejsze w miłości do uzależnionego dziecka jest patrzenie na jego cierpienie, pielęgnowanie go w najczarniejszych momentach, chronienie go przed coraz gorszymi konsekwencjami jego czynów… Ale to jeszcze nie jest szczyt poświęcenia. Najtrudniej jest zdobyć się na ten szczególny, mądry rodzaj miłości, który czasem wydaje się kompletnie nieintuicyjny – i zatrzasnąć własnemu dziecku drzwi przed nosem, gdy wygląda na to, że tak bardzo cię potrzebuje. Najtrudniej jest stawiać granice. Być konsekwentnym. Nie ulegać. I wspierać poprzez stawianie wymagań. Bez wyraźnych granic osoba uzależniona nie odbije się od dna, a ulegając litości i własnemu bólowi, nie pomożemy jej wyjść z nałogu. Bohaterowie obu filmów mierzą się właśnie z taką trudną miłością. Czasem idzie im lepiej, czasem gorzej, czasem dopiero się tego uczą, a czasem coś w nich pęka, choć doskonale wiedzą, że nie powinno – ich zmagania są nie tylko poruszające, ale i dla wielu rodzin (także z problemami dużo mniejszego kalibru) mogą być cenną inspiracją.

Kadr z filmu <em>Mój piękny syn</em>, reż. Felix van Groeningen, 2018.
Kadr z filmu Mój piękny syn, reż. Felix van Groeningen, 2018.

Najtrudniej nie robić nic – Mój piękny syn

Ten film to portret ojcowskiej miłości i tych wczesnych etapów, na których uzależnienie dziecka dopiero wychodzi na jaw i zaczyna destabilizować ułożone rodzinne życie. Od pierwszych scen jasno ukazana jest nam cała powaga sytuacji, ale poszatkowana i przetykana retrospekcjami struktura filmu opowiada o dwóch światach – tym sielankowym „przed”, gdzie ojca i najstarszego syna łączy głęboka przyjaźń, i tym „po”, gdzie rodzinne relacje są bliskie rozpadu, a zdesperowany rodzic szuka dla swojego dziecka ratunku w kolejnych ośrodkach odwykowych. To droga od wyparcia i buntu (przecież w naszej rodzinie nie robimy takich rzeczy!), przez próby zrozumienia sytuacji i rozpaczliwe poszukiwanie nadziei, aż po trudną lekcję stanowczości i rosnącą świadomość, że pomoc potrzebna jest całej rodzinie, a nie tylko uzależnionemu dziecku.

Steve Carell w roli ojca i Timothy Chalamet w roli uzależnionego od metaamfetaminy syna dają tu naprawdę poruszający popis aktorstwa. Chalamet trochę co prawda szarżuje i balansuje gdzieś na granicy przesady, choć nigdy jej nie przekracza – nie ma go też na ekranie aż tyle, żeby ta gra na wysokim C widza przytłaczała. Młody narkoman jest tu tak naprawdę pretekstem do opowiadania o ojcowskiej miłości i żałobie przeżywanej jeszcze za życia dziecka, niewiele uwagi poświęcamy temu, jak chłopak niszczy sam siebie, ale bardzo bacznie przyglądamy się temu, jak jego uzależnienie wpływa na dynamikę relacji w całej rodzinie.

Mój piękny syn nie jest filmem bez wad – zwłaszcza jego początkowa część ociera się o łopatologię i podaje rzeczy widzowi tak bardzo w prost, tak bardzo mówi nam, co powinniśmy czuć w danej scenie, że można się od tej pierwszej połowy filmu trochę odbić. Ale jeśli przetrwamy ten chwiejny początek, druga część filmu jest już bardzo poruszająca i trudno oderwać wzrok od wewnętrznej walki, jaką toczy w sobie bohater Steve’a Carella.

Kochaj i sprawdzaj – Powrót Bena

O ile w Moim pięknym synu sporo rzeczy wykładanych było nam jak na tacy, Powrót Bena daje widzowi dużo większy kredyt zaufania i pozwala mu stopniowo domyślać się relacji między bohaterami i szczegółów istotnych dla fabuły. Śledzimy tu bardzo krótki wycinek z życia młodego narkomana (hipnotyzujący Lucas Hedges) i jego rodziny, a zwłaszcza matki (fantastyczna Julia Roberts). Akcja rozgrywa się w wigilię na przestrzeni zaledwie 24 godzin – przebywający na odwyku Ben mimo wcześniejszych ustaleń i braku przepustki niespodziewanie wraca do rodzinnego domu, wprawiając matkę i resztę rodziny w przedziwną mieszaninę radości i strachu. To trochę taka narkotykowa wigilijna opowieść, która prowadzi nas przez kolejne elementy świata uzależnionej osoby – spotkania anonimowych narkomanów, rodzinę stosującą zasadę bardzo ograniczonego zaufania i konfrontacje z dawnym życiem, które przypomina o konsekwencjach ćpania i najczarniejszych momentach życia bohaterów.

Można by powiedzieć, że tam, gdzie kończy się Mój piękny syn, który opowiada o staczaniu się na dno, tam zaczyna się Powrót Bena – mamy tu bohatera, który przeszedł już przez piekło (i przeciągnął przez nie swoją rodzinę) i teraz zdaje się być zdeterminowany, by wyjść z nałogu. To wcale jednak nie sprawia, że widz ma ochotę mu zaufać – a bardzo zniuansowana i subtelna gra Hedgesa też w tym nie pomaga – ale dzięki temu jesteśmy w stanie wczuć się w sytuację matki, która choć na zewnątrz promienieje radością, nie spuszcza z syna oka i każde jego zdanie przefiltrowuje przez sieć dobrze znajomych kłamstw i gry pozorów. To z kolei Julii Roberts daje pole do prawdziwego popisu – wewnętrzny konflikt jej bohaterki widać z najmniejszych gestach czy wypowiedziach, nieco naiwna radość z obecności syna miesza się tu ze strachem i podejrzliwością.

O ile Mój piękny syn był filmem dosyć kameralnym i opowiadał przede wszystkim o relacji ojca z uzależnionym synem, tutaj dostajemy mroczną wycieczkę po całym świecie narkomana. Tytułowy Ben mierzy się z konsekwencjami swojej przeszłości, nie tylko w rodzinie, ale i w całym miasteczku – w którym zresztą nawet postaci zupełnie epizodyczne i ich dramatyczne historie są fenomenalnie nakreślone przy pomocy zaledwie kilku wyrazistych szczegółów. Ta podróż przez małe miasteczko, w którego różnych punktach Ben kiedyś ćpał, dilował czy w rozmaite sposoby zdobywał pieniądze na narkotyki, pozwala matce dużo bardziej namacalnie poznać i zrozumieć to, jak wyglądało kiedyś jego życie i z jakimi wspomnieniami chłopak cały czas musi się mierzyć. Ten spędzony wspólnie czas także i z matki wyciąga objawy współuzależnienia i pokazuje, że problemy w dotkniętej tą chorobą rodzinie sięgają dużo głębiej niż sama kwestia przyjmowania narkotyków przez osobę uzależnioną.

Kadr z filmu <em>Powrót Bena</em>, reż. Peter Hedges, 2018.
Kadr z filmu Powrót Bena, reż. Peter Hedges, 2018.

Obejrzenie obu tych filmów (niekoniecznie jeden po drugim) jest dobrym pomysłem – daje przekrój przez rozmaite etapy i aspekty radzenia sobie z uzależnieniem bliskiej osoby, rzuca światło zarówno na bardziej kameralną rodzinną perspektywę, jak i na szersze środowisko funkcjonowania narkomana. Poza tym, oba filmy są fenomenalnie zagrane i naprawdę nie zdziwiłabym się, gdyby oba aktorskie duety biły się o nagrody za najlepsze role. Jeśli jednak uznacie, że to za dużo jak na wasze nerwy, obejrzyjcie tylko Powrót Bena – z punktu widzenia sposobu opowiadania historii to jest po prostu lepszy kawałek kina.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.