Kadr z filmu What will people say reż. Iram Haq, 2017.
Kadr z filmu What will people say reż. Iram Haq, 2017.

Kobieta vs tradycja – 5 filmów (nie tylko) dla feministek

Tradycja to rzecz święta – to jedno proste zdanie z jednej strony pozwala pielęgnować to, co w danej kulturze piękne i wartościowe… ale z drugiej mniej lub bardziej bezmyślnie sankcjonuje przekazywane z pokolenia na pokolenie szkodliwe wzorce i zwyczaje, które niewiele wnoszą, a wielu osobom odbierają podmiotowość, godność, a czasem nawet życie. Nikt nie twierdzi, że źle rozumiana tradycja i mechaniczne kultywowane, choć moralnie wątpliwe wartości godzą wyłącznie w kobiety… ale często to właśnie one cierpią na tym najbardziej, bo i one w tradycyjnych społecznościach często mają najniższą pozycję. Powody takiego stanu rzeczy to temat na osobny esej, ale dziś chcę wam pokazać 5 filmów o kobietach, które boleśnie zderzają się ze sztywnymi ramami swojej kultury.

Viviane chce się rozwieść, reż. Ronit i Shlomi Elkabetz, 2014

Izrael to piękny kraj, ale jeśli próbujesz tam odejść od męża, wyssie z ciebie wszystkie siły. Ten film jest zwieńczeniem trylogii o nieudanym małżeństwie (poprzednie filmy rodzeństwa Elkabetz w ramach trylogii to Wziąć sobie żonęSiedem dni), ale broni się też jako samodzielna opowieść o kobiecie, która desperacko próbuje się rozwieść z od dawna niekochanym mężem. Problem w tym, że o jej życiu małżeńskim wszyscy mają do powiedzenia dużo więcej od niej: rodzina, sąsiedzi, rada złożona z religijnych sędziów. Według prawa i tradycji decydujący głos w sprawie rozwodu należy zaś do męża. Nie do obojga małżonków, nie do sądu, ale do mężczyzny, dla którego ujmą na honorze będzie pozwolić żonie odejść. Viviane chce się rozwieść to trzymająca w napięciu i pełna absurdów niemal rodem z Kafki opowieść o dążeniu do wolności i o tym, jak publicznej ocenie zostaje poddane praktycznie wszystko – tylko nie wniosek o rozwód.

Kadr z filmu Viviane chce się rozwieść, reż. Ronit i Shlomi Elkabetz, 2014.

 

What will people say, reż. Iram Haq, 2017

Przyglądamy się tu pakistańskiej rodzinie mieszkającej w Szwecji. Nisha z pozoru prowadzi normalne życie szwedzkiej nastolatki, ale szybko przekonujemy się, że to nieprawda, a w jej domu panują bardzo surowe zasady. Kiedy ojciec nakrywa ją całującą się z chłopakiem, rezultatem nie jest awantura i szlaban… Dziewczyna (dla której lepszej przyszłości rodzice przecież wyemigrowali do Europy) zostaje porwana przez własnego ojca i odesłana do Pakistanu, by tam daleka rodzina ustawiła ją do pionu i wpoiła tradycyjne wartości. Czytaj: wymusiła ślepe posłuszeństwo i do reszty obrzydziła jakiekolwiek kontakty z mężczyznami. Ten film to mocny portret manipulacji poczuciem winy – bo przecież to nie dziewczyna jest tu największą ofiarą, tylko splamiony honor rodziny. „Co ludzie powiedzą”, „przez ciebie nikt już nas nie zaprasza na wesela” – te słowa wprost groteskowo kontrastują z drastycznymi zmianami w życiu Nishy.

Kadr z filmu <em>What will people say</em> reż. Iram Haq, 2017.
Kadr z filmu What will people say reż. Iram Haq, 2017.

 

A wedding, reż. Stephan Streker, 2016

Znów pakistańska rodzina emigrantów, tym razem we Francji. Rodzice postanawiają wydać nastoletnią Zahirę za mąż – a są przy tym na tyle postępowi, że wspaniałomyślnie pozwalają jej wybrać spośród aż trzech kandydatów. Z którymi dziewczyna może nawet najpierw porozmawiać. Na Skypie. Ona jednak, zasmakowawszy trochę europejskich wartości, ani myśli wychodzić za mąż za obcego faceta. Problem w tym, że Europa nie bardzo ma jak jej pomóc w zetknięciu z przedziwną, niemal toksyczną mieszanką manipulacji i rodzicielskiej miłości, która w imię tradycji nie waha się skrzywdzić własnego dziecka. Ciekawy film z mocnymi zwrotami akcji i szokującym zakończeniem.

Kadr z filmu <em>A wedding</em>, reż. Stephane Streker, 2016.
Kadr z filmu A wedding, reż. Stephane Streker, 2016.

Świadomie polecam wam oba te filmy, bo temat pakistańskich emigrantów przewija się ostatnio przez różne festiwale. Myślę też, że warto sobie porównać oba obrazy, bo choć odnoszą się do bardzo podobnych spraw, widać w nich trochę różnicę perspektywy. W obu przypadkach europejski widz aż gotuje się ze sprzeciwu wobec nieludzkich zasad, ale podczas gdy Streker oferuje bardziej europocentryczne i oceniające spojrzenie, Haq nieco przenosi akcenty. Nie tyle demonizuje rodzinę, w której przedziwnie pojmowany honor rodu jest ważniejszy niż życie (już nawet nie dobrostan!) ukochanego dziecka, co stara się pokazać, że surowe zasady tej kultury są opresyjne tak naprawdę dla wszystkich zaangażowanych. Dopiero zderzenie z Europą, która jako jeden z niewielu zakątków świata wypracowała sobie tak silne przywiązanie do wolności i wolnego wyboru, pokazuje, że można żyć inaczej – ale to objawienie często staje się też ich przekleństwem.

 

Tajemnica Filomeny, reż. Stephen Frears, 2013

Kiedy kilkadziesiąt lat temu młoda Filomena zaszła w ciążę, rodzina nie miała dla niej litości. Jako zhańbioną niezamężną kobietę odesłano ją do zakonu, ale tam zamiast pomocy, czekało ją wpędzanie w poczucie winy i kolejna strata – jej dziecko, bez pytania jej o zdanie, zostaje oddane do adopcji, bo przecież nie przystoi, by wychowywała je samotna kobieta. Teraz przesympatyczna starsza już pani (w tej roli rewelacyjna Judi Dench) wyrusza na poszukiwanie swojego syna i prawdy o tym, co się stało. Tajemnica Filomeny to poruszająca opowieść o krzywdzących ludzkich błędach i trudnym przebaczeniu, o społeczeństwie, które lepiej od matki wie, co dobre dla niej i dla dziecka, ale też (znów) o rodzinnym honorze mierzonym cnotą córki. Zaiste przedziwną walutę wybierają sobie niektórzy ludzie do wyceniania drugiego człowieka.

Kadr z filmu <em>Tajemnica Filomeny</em>, reż. Stephen Frears, 2013.
Kadr z filmu Tajemnica Filomeny, reż. Stephen Frears, 2013.

 

Worldly girl, reż. Marco Danielli, 2016

Jeśli wydaje wam się, że sprowadzanie wartości człowieka do tego, czy jest wystarczająco dziewiczy i jak się prowadzi, to kwestia dalekich krajów albo odległej przeszłości, Marco Danielli wyprowadzi was z błędu. Jego film osadzony jest we współczesnych Włoszech, gdzie poznajemy nastoletnią Giulię i realia jej życia w społeczności Świadków Jechowy. Początkowo wszystko wygląda pięknie – dziewczyna ma poczucie bezpieczeństwa i przynależności… ale kiedy tylko zechce wywalczyć dla siebie odrobinę indywidualności – wybrać sobie studia albo zdecydować, kogo pokocha – z miejsca staje się wrogiem. Wrogiem własnej rodziny, której nie wolno z nią rozmawiać. Wrogiem religijnej społeczności, która do perfekcji opanowała granie poczuciem winy i wstydem. Obiektem zainteresowania rady starszych facetów, którzy pod płaszczykiem troski i umoralniania uprawiają zbiorowe molestowanie nastolatki. Najwyraźniej w kluczowym momencie Bóg zamknął oczy i teraz musi dopytywać, które części ciała i jak dopuściły się ciężkich grzechów. Zastraszona Giulia staje na rozdrożu, ale którejkolwiek drogi by nie wybrała, będzie musiała poświęcić cząstkę siebie.

Kadr z filmu <em>A worldly girl</em>, reż. Marco Danielli, 2016.
Kadr z filmu A worldly girl, reż. Marco Danielli, 2016.

Dyskusja z tradycjami jest trochę jak pole minowe. Zakwestionowanie pojedynczego elementu kultury z miejsca może cię ustawić w pozycji kogoś, kto chce patrzeć, jak świat płonie. Ale żadna kultura nie stoi przecież w miejscu, czasem rozwija się ku lepszemu, czasem brnie w ślepy zaułek, niektóre jej elementy są piękne, inne nie tylko z zewnątrz przypominają więzienie. Nie da się zatrzymać rozwoju danej kultury, ale można mieć na niego wpływ, starać się naprawić to, co źle działa. Problem w tym, że nie bardzo umiemy dokonywać refleksji nad kulturą, w której wzrastamy i żyjemy. I że otoczenie tej refleksji zazwyczaj nie sprzyja.

A tymczasem w różnych zakątkach świata, w przeszłości i współcześnie – cała masa dziwnych i paskudnych rzeczy, które ludzie próbują usprawiedliwiać tradycją, każdego dnia tłamsi, upokarza, niewoli, a nawet zabija ludzi, którzy nie chcą lub nie umieją się podporządkować. I to się nie zmieni, dopóki coś nie zacznie się dziać od środka. Dopóki nie zaczniemy zadawać sobie pytań, kwestionować, szukać lepszych rozwiązań. Porównywać się z innymi – bo to wtedy najłatwiej jest docenić to, co mamy dobrego, ale i przejrzeć się w obcej kulturze jak w lustrze i zobaczyć, czego nam jeszcze brakuje i co nie działa. Nie chodzi o to, żeby niszczyć, ani o to, by potępiać. Chodzi o odrobinę krytycznej refleksji nad zastanym porządkiem rzeczy. Świadomie czy nie, bohaterki wszystkich tych filmów stają właśnie przed taką refleksją – jednym udaje się coś wywalczyć, inne coś muszą stracić, aby coś zyskać, jeszcze innym nie dane jest wygrać z systemem. Ale każda z nich może być dla nas inspiracją i motywacją do działania. I tego właśnie sobie i wam życzę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.