Jak złapać oddech, czyli Mila, kreatywność i mindfulness

Danny Penman w swojej książce Mindfulness. Droga do kreatywności twierdzi, że w medytacji nie można ponieść porażki. Nie byłabym tego taka pewna. Mnie się chyba ponieść porażkę udało. Bo nie wiem, jak inaczej nazwać to, że prawie zawsze gdy zaczynam zwracać nadmierną uwagę na swój oddech, dopada mnie irracjonalny strach, że oddychać przestanę. Może to jakieś mroczne wspomnienie wuefu w podstawówce i tego, jak zbiegając z górki po mokrej trawie wywaliłam się prosto na plecy. Kto wie. Medytacji to jednak specjalnie nie sprzyja.

Czytaj dalej

Empatia – mięsień, którego nie ćwiczysz

Jakiś czas temu podczas seansu szwedzkiego filmu o prowizorycznym ośrodku dla uchodźców na widowni pewien wrażliwy inaczej człowiek rechotał, gdy jedna z bohaterek opowiadała: żołnierze gwałcili mnie przez trzy dni.

Czytaj dalej

I nikt nam nie wmówi, że białe jest białe

Jeśli jeszcze rozpaczliwie próbujecie nadrobić jak najwięcej oscarowych filmów, prawdopodobnie zaczyna w was kiełkować ponure przekonanie, że… nie zdążycie. Tak, to też. Ale przekrój przez tegorocznych najlepszych z najlepszych pokazuje, że amerykańscy filmowcy, podobnie jak wielu zwykłych ludzi w innych krajach, zaczynają się mierzyć z trudną prawdą – że żyjemy na świecie, który od dziesiątków czy nawet setek lat cały czas tylko udaje, że rozwiązuje ciągle te same problemy, w rzeczywistości zamiatając je pod coraz to nowe dywany pojedynczych ustępstw i kwiecistej retoryki.

Czytaj dalej

Tego nie powie ci Sztuka Kochania

Trzymam w rękach książkę, która 40 lat temu wywołała niezłe poruszenie i zapoczątkowała zmiany w polskim społeczeństwie, a już zwłaszcza w jego myśleniu o seksie. Trzymam w rękach legendarną Sztukę kochania Wisłockiej i czuję się dziwnie, bo w zasadzie mogłabym nieźle ją zbesztać.

Czytaj dalej

Po co komu medytacja?

Czasem zastanawiam się, po co ja właściwie czytam książki o medytacji. O mindfulnessie. O uważności. Czy marzę o jakimś wielkim, transcendentalnym oświeceniu? Nie. Czy kiedykolwiek udało mi się dłużej niż pół dnia wytrwać w postanowieniu, by może jednak spróbować pomedytować? Nie. Czy te książki same w sobie albo ich autorzy są dla mnie jakoś szczególnie atrakcyjni? Rzadko. Język większości takich publikacji doprowadza mnie do szału. Słysząc o tych wszystkich współczujących medytacjach, ścieżkach Wielkiej Drogi i czakrach, automatycznie wrzucam to wszystko do jednego worka z bajką o Troskliwych Misiach i różowymi jednorożcami.

Czytaj dalej