Love Actually – to właśnie święta

Święta, jak widać (światełka na choinkach), słychać („Santa can you hear me?”) i czuć (zapach pierniczków…!), zbliżają się nieubłaganie. Czas więc i na tradycje świąteczne. Nawet jeśli tradycje, które mam na myśli, niewiele mają wspólnego z właściwym tego słowa znaczeniem.

Czytaj dalej

Dziewczynka z kotem (na punkcie Burtona)

Słyszę ostatnio często, że przeceniam Burtona. Że jego ostatnie filmy to już nie to samo, co kiedyś, że się starzeje, że dziadzieje… i jakże ja w obliczu takiego obrotu spraw mogę się wciąż nim zachwycać. Nim. Jako całością. Całokształtem.

Czytaj dalej

My, naród

Mamy – jako naród – dwie zasadnicze wady. To znaczy – wad mamy znacznie więcej, ale te dwie akurat idealnie pasują mi do tekstu. Po pierwsze – nie rozumiemy pojęcia „fikcja”. Fikcja literacka, film fabularny… Takie proste słowa, a za nic się ich nie potrafimy nauczyć. Po drugie – na kilometr zalatuje od nas nietolerancją. W stosunku do wszystkiego i wszystkich. Najbardziej zaś do tych, którzy nam tę nietolerancję usiłują wytknąć. Jeśli do tego wszystkiego dorzucić jeszcze nasze dumne, narodowe pieniactwo, trudno się właściwie dziwić, że z najprostszych powodów wybuchają ogólnonarodowe afery.

Czytaj dalej

A gdyby tak porwać Mikołaja?

Któregoś roku, 6 grudnia zamiast świętego Mikołaja odwiedził mnie Jack Skellington. Przyniósł ze sobą iście burtonowe prezenty – koszulkę z Edwardem Nożycorękim, kolczyki z Gnijącą Panną Młodą… I były to jedne z najmilszych Mikołajek, jakie pamiętam. Dlaczego by więc Mikołaja na stałe nie zastąpić Jackiem?

Czytaj dalej

W najlepszym porządku

Urzekł mnie ostatnio pewien obrazek, a może raczej wszystko to, co ten obrazek sobą reprezentował. Dwie dziewczynki – nie wiem nawet czy już nastoletnie, czy może jednak młodsze – stojące z rodzicami w kolejce po bilety na Gorączkę złota Charliego Chaplina. Uśmiechnięte. Chyba nawet podekscytowane. A rok mamy 2012, pragnę przypomnieć. Erę Miley Cyrus i innych bardzo dziwnych idolek dziecięcych.

Czytaj dalej