Miało być o filmie, jest o związkach

Nie do końca rozumiem ideę promowania wszelkich możliwych filmów pod szyldem komedii. O ile oczywiście świat się ostatnio nie nawrócił na tradycję i wyrafinowanie, komedię definiując jak Dante – jako historię, która kończy się dobrze, niezależnie od tego, jak okropnie jest po drodze. Z tego jednak, co mi wiadomo, świat zmierza raczej w odwrotnym kierunku… Pozwolę więc sobie narzekać dalej.

Czytaj dalej

On a mission to civilize

Jest taki film George’a Clooneya o dość tajemniczym tytule Good night and good luck. Ta czarno-biała produkcja traktuje o telewizji lat 50′, a konkretniej o legendzie amerykańskiego dziennikarstwa, Edwardzie R. Murrowie. W dobie społecznego ostracyzmu i wielkiego polowania na komunistów, sympatyków komunizmu, a nawet ludzi, którym zdarzyło się kiedyś przypadkowo podać rękę komuniście, Murrow i jego ekipa stąpają po cienkim lodzie, wypowiadając medialną wojnę senatorowi McCarthy’emu, inicjatorowi tej antykomunistycznej nagonki. Ryzykując karierą i narażając się na oskarżenia pod własnym adresem, Murrow nie szczędzi na antenie odważnych słów, starając się pozostać wiernym prawdzie i lojalnym wobec swoich odbiorców.

Czytaj dalej

Podróże z Allenem

Nie da się ukryć, że Woody Allen bawi się ostatnio w przewodnika po Europie. Kontynentalnej zwłaszcza, jego wcześniejsze wypady do Londynu to temat na inny tekst. Całkiem nieźle mu to zresztą wychodzi – w kolejnych filmach bardzo sprawnie i ze smakiem udaje mu się oddać ducha miast, do których nas zabiera. Była już pełna pasji, niepoprawna Barcelona, były romantyczne noce w artystycznym Paryżu, jest i Rzym – zabiegany, zakręcony, trochę chaotyczny. Te piękne miasta grają w filmach Allena rolę nie mniejszą, niż bohaterowie czy fabuła… W jakiś sposób wyznaczają bowiem rytm zdarzeń, nadają im niepowtarzalny charakter. Te same historie w innym miejscu na świecie miałyby już pewnie trochę inną wymowę.

Czytaj dalej

Słowo na ekranie

Najpierw książka, potem film. Odstępstwa od tej zasady rzadko kiedy przynoszą coś dobrego. Bo też i rzadko kiedy ekranizacja na tyle jest dobra, żeby komukolwiek chciało się jeszcze sięgać po książkę.

Czytaj dalej

If you just smile

Mówi się, że ci, którzy najbardziej nas rozśmieszają, są tak naprawdę najsmutniejszymi ludźmi, jakich znamy. Ta przykra prawda kryje się wszędzie – w zmaganiach Andersona, przeuroczego twórcy Świata według Ludwiczka z ojcem alkoholikiem, nadwagą i depresją, w doniesieniach o depresji Jima Carreya… Nawet gdzieś pod melonikiem legendy – Charliego Chaplina.

Czytaj dalej