Wkrótce w kinach, czyli co chcecie zobaczyć

Początek roku 2014 zaskakująco wprost obfituje w ciekawe propozycje filmowe. Kilka głośnych premier już za nami, a im dalej w las, tym więcej… smakołyków. Rzućmy dziś okiem na dwa filmy, które z pewnością chcecie – a przynajmniej powinniście chcieć – zobaczyć. Przed wami krótkie podsumowania, luźne myśli, bez reklamy – bo tych akurat pozycji nie trzeba chyba nikomu zachwalać.

Czytaj dalej

Perwersja do kwadratu?

To, że od hasła „Polański” w bardzo krótkim ciągu skojarzeń da się dotrzeć do „perwersji”, nikogo chyba specjalnie nie dziwi. Zadziwiające bywają jednak ścieżki, którymi te perwersje zwykły spacerować, a już zwłaszcza jedna z nich… Postawić na scenie swojego – na oko z trzydzieści, czterdzieści lat młodszego – sobowtóra, postawić go obok własnej żony i kazać im prowadzić intensywne, powiedzmy, dysputy na tematy iście perwersyjne… to już chyba perwersja do kwadratu.

Czytaj dalej

Najlepszy film w Twoim życiu

Od dawna już tęskniłam za filmem, który będzie w stanie mnie uwieść. Nie – wciągnąć, nie – zaciekawić… Uwieść, od pierwszych scen składając bardzo osobistą obietnicę: zawładnę twoją duszą, choćby tylko na chwilę, ale zawładnę nią całkowicie. Od dawna za tym tęskniłam… A potem pojawił się on. Koneser.

Czytaj dalej

Benedict „Hawking” Cumberbatch

21-letni Stephen Hawking siedzi w fotelu, wykrzywiony w dość nienaturalnej pozycji. Nie porusza się, patrzy jedynie na ekran telewizora, a z mimiki jego twarzy trudno wywnioskować, czy jest zafascynowany oglądanym programem, czy może raczej śmiertelnie nim znudzony. Do pokoju wkracza jego ojciec, zamieniają kilka słów… A potem Stephen Hawking dziarsko zrywa się z fotela i rusza na przyjęcie, na którym czeka już na niego jego urocza dziewczyna.

Czytaj dalej

Blue Jasmine i neurotyczka od Allena

Znałam kiedyś człowieka, który usiłował mnie obrazić, używając do tego Woody’ego Allena. A konkretniej – wszystkowiedzącym i nieco pogardliwym tonem oświadczył, że „przypominam panienkę od Allena”. Trudno powiedzieć, co szanowny pan miał właściwie na myśli – co mam wypisane na twarzy, neurotyzm bohaterek czy uwielbienie dla reżysera? Cokolwiek by to jednak nie było, autor domniemanej obelgi nie zdawał sobie chyba sprawy z tego, że prawda – zwłaszcza w tym przypadku – w żaden sposób nie może być obraźliwa.

Czytaj dalej