Parę kropel oszustwa

Polscy dystrybutorzy po raz kolejny popisali się godną podziwu znajomością genezy pojęcia „komedia”. Tudzież, jak kto woli, godnym pożałowania brakiem wiary w inteligencję polskiego odbiorcy nie będącego najwidoczniej w stanie przełknąć filmu, na którym nie ryczałby ze śmiechu. Whisky dla aniołów, lansowany przy pomocy tego trailera jako prześmieszna komedia, jest bowiem komedią właściwie głównie w takim rozumieniu, iż dobrze się kończy. Pomijając już zasadność takiej a nie innej promocji filmu, za ten zwiastun ktoś powinien wylecieć z pracy – kto to widział, żeby trailer był szczegółowym streszczeniem, zdradzającym właściwie wszystko i jeszcze w dodatku wprowadzającym w błąd, obiecując coś, czego by się nawet twórcy we własnym filmie nie dopatrzyli.

Czytaj dalej

Kadr z filmu Wstyd, reż. Srve McQueen, 2012.

Wstyd

We’re not bad people. We just come from a bad place.

Różne rzeczy mówi się o Wstydzie Steve’a McQueena. Z jednej strony padają głosy wyrażające bezgraniczny zachwyt, z drugiej – gwizdy i oburzenie. Nie brakuje też takich opinii, że to film w zasadzie płytki, niewiele wnoszący treści i na siłę usiłujący wstrząsnąć widzem. Tak naprawdę jedyne, co mną przy okazji Wstydu rzeczywiście wstrząsa, to fakt, że któryś już raz profesjonalna poniekąd krytyka daje popis mistrzowskiego wręcz ignorowania świata wewnętrznych doświadczeń bohaterów. Nie na jedną i nie na dwie natknęłam się w ostatnim czasie recenzje, powierzchowne aż do bólu, wprawnie co prawda wytykające kontrowersyjne treści, ale poza tym i poza opowiadaniem fabuły niewiele więcej pozwalające dostrzec. Nie chciałabym tu udawać mądrzejszej od wszystkich wokół, ale zupełny brak wrażliwości na człowieka we współczesnej krytyce zaczyna mnie powoli przerażać…

Czytaj dalej

Tam… i za dwa lata z powrotem

Jeśli idzie o ekranizacje Tolkiena, wygląda na to, że jestem bezkrytyczna. Przynajmniej dopóki ktoś mu nie robi za dużej krzywdy swoją własną wizją Śródziemia. Prawdopodobnie nie byłabym pokojowo nastawiona do dziwactw, które mogły powstać, gdyby do skutku doszły projekty Beatlesów czy Johna Boormana, jednak do romansu Petera Jacksona z prozą Tolkiena nie mam żadnych zastrzeżeń. Ba, raduje on moje serce, jak mało co.

Czytaj dalej

Love Actually – to właśnie święta

Święta, jak widać (światełka na choinkach), słychać („Santa can you hear me?”) i czuć (zapach pierniczków…!), zbliżają się nieubłaganie. Czas więc i na tradycje świąteczne. Nawet jeśli tradycje, które mam na myśli, niewiele mają wspólnego z właściwym tego słowa znaczeniem.

Czytaj dalej

Dziewczynka z kotem (na punkcie Burtona)

Słyszę ostatnio często, że przeceniam Burtona. Że jego ostatnie filmy to już nie to samo, co kiedyś, że się starzeje, że dziadzieje… i jakże ja w obliczu takiego obrotu spraw mogę się wciąż nim zachwycać. Nim. Jako całością. Całokształtem.

Czytaj dalej