Elizabeth Moss jako Freda w serialu Opowieść podręcznej, 2017.

Feminist Friday: Opowieść podręcznej

W pierwszym odruchu chciałam napisać, że Opowieść podręcznej Margaret Atwood i serial na podstawie tej powieści to coś, z czym każdy powinien się zapoznać… Ale to nieprawda. Niektórym nie należy podsuwać zbyt śmiałych pomysłów.

A Margaret Atwood stworzyła antyutopię śmiałą i iście upiorną. Świat, w którym (prawdopodobnie na skutek skażenia środowiska) kryzys demograficzny jest tak wielki, że nieliczne płodne kobiety nie tylko chroni się za wszelką cenę, ale i siłą zmusza do wydawania na świat potomstwa wysoko postawionym urzędnikom. Nawet jeśli rzeczone potomstwo ma się urodzić z mózgiem na wierzchu – nikt tego zresztą wcześniej nie sprawdza, bo badania zostały zakazane. „Zakazane” to słowo-klucz, które obejmuje niemal wszystko: pozamałżeński seks, homoseksualizm, bycie księdzem, a w przypadku kobiet również takie rzeczy jak swobodne wybieranie własnego ubioru, praca zarobkowa, gra w scrabble i czytanie. Wyobraźcie sobie świat, w którym w trosce o dobro połowy społeczeństwa z ulic pozdejmowano wszystkie oznaczenia zawierające jakiekolwiek litery – i będziecie w domu. Gilead, kraj szczęśliwych kobiet, którym nic już nie przeszkadza w spełnianiu ich biologicznego powołania.

Czytajcie, póki jeszcze wam wolno.

Wszystko to obserwujemy oczami młodej kobiety pełniącej rolę Podręcznej – żeby nie powiedzieć: podręcznej macicy. Naszej bohaterce nadano imię Freda. Wiecie, Należąca-Do-Freda (ang. Offred, Of-Fred). Posiadanie własnego imienia to zbytnia rozpusta intelektualna. Fred, we własnym domu tytułowany Komendantem, to niezła szycha. Przysługuje mu więc ładna Żona, służba i Podręczna do produkowania potencjalnych Fredziątek. Jeśli zastanawiacie się, czy produkowanie Fredziątek nie powinno być przypadkiem zakazane jako seks pozamałżeński, spieszę z wyjaśnieniem. Otóż nie. Po pierwsze, to nie jest seks, tylko beznamiętny rytuał. W którym co najmniej jedna ze stron uczestniczy pod groźbą zesłania do pracy przy radioaktywnych odpadkach. Po drugie, jest na to precedens. W świętych słowach biblijnej Racheli: „Mam niewolnicę Bilhę. Zbliż się do niej, aby urodziła dzieci na moich kolanach; chociaż w ten sposób będę miała od ciebie potomstwo” (Rdz 30, 3 BT). Tyle tylko, że tutaj nie tylko poród odbywa się na kolanach Żony. If you know what I mean.

Opowieść podręcznej nie jest książką, przy której z radością obiecywalibyśmy sobie: jeszcze tylko jeden rozdział przed snem. I może jeszcze jeden. Ale też i niełatwo się od niej oderwać. Coś w tej chorej rzeczywistości sprawia, że chcemy ją poznać od podszewki. Coś w bohaterach każe nam analizować ich sytuację i współczuć – każdemu z osobna. Bo choć już na pierwszy rzut oka nowa rzeczywistość największym piekłem jest dla Podręcznych, to trudno nie odnieść wrażenia, że praktycznie wszyscy zaangażowani znaleźli się w pułapce. W imię religii i purytańskiej moralności ludzie stworzyli sobie świat, w którym miało być lepiej… a wyszło jeszcze gorzej niż zwykle.

Od kilku tygodni Opowieść podręcznej mamy też okazję oglądać na telewizyjnym ekranie z Elizabeth Moss w roli głównej. Większość najmocniejszych scen książki upchniętych zostało już w pierwszym odcinku serialu pod tym samym tytułem. Aż strach było się bać, co też nastąpi dalej… Ale dalej serial wcale nie próbuje na siłę szokować. Raczej wypełnia luki, które powieść Atwood potraktowała dosyć pobieżnie. Jakkolwiek bardzo wymowna i przerażająca, książkowa Opowieść podręcznej jest dosyć kameralną historią. Na wszystko patrzymy oczami Fredy i to głównie zdobyte przez nią strzępy informacji pozwalają nam wyrobić sobie pogląd o funkcjonowaniu całego państwa. Na kartach powieści analizujemy raczej relacje pomiędzy ludźmi o różnym statusie wepchniętymi w sztywny system, w którym nie ma już miejsca na człowieczeństwo.

Kadr z serialu Opowieść podręcznej, 2017.

Serial z tą warstwą radzi sobie równie dobrze i w swojej wymowie cały czas pozostaje wierny oryginałowi. Ale oprócz tego dość wyraźnie kreśli całe tło społeczne i organizacyjne Republiki Gileadu, przedziwnego państwa zbudowanego na reprodukcyjnym niewolnictwie i ochronie kobiet polegającej na odebraniu im wszystkich praw. Już Atwood wyraźnie pisała o tym, że tak daleko idące zmiany nie dzieją się z dnia na dzień – serial idzie o krok dalej i uchyla rąbka tajemnicy, pokazuje, jak państwo pokroju Gileadu mogło się narodzić, i w jaki sposób dało się je utrzymać w ryzach. Na pewno więc serial bardzo rozbudowuje wyjściowy materiał i uzupełnia luki – a wprowadzone zmiany pasują do całości jak brakujące puzzle.

Yvonne Strahovsky jako Żona w serialu Opowieść podręcznej, 2017.

Tak naprawdę jedyna zmiana, z którą mam pewien problem, dotyczy obsady. Komendant i jego Żona w powieści nie są już ludźmi pierwszej młodości. Oboje są siwi, jej ręce wykręca artretyzm… Tutaj zaś dostajemy w tych rolach piękną parę młodych aktorów – i aż ciśnie się na usta pytanie, czemu ta zmiana ma służyć. Może to tylko wymogi telewizji – w końcu w serialach wszyscy są zawsze tacy nieskazitelnie piękni i młodzi? Może ich młodość ma podkreślać pułapkę, w jaką sami się zapędzili, wywołując tę prawną i obyczajową rewolucję? Może Komendant musiał być młodym, przystojnym mężczyzną, żeby dodać gdzieś wątek możliwego romansu z Podręczną?

A może – choć szczerze mam nadzieję, że to jednak nie ten powód – jego aparycja ma złagodzić widzom odbiór scen ceremonialnego zapładniania? Naprawdę nie chciałabym musieć zarzucać feministycznemu serialowi prowokowania refleksji w stylu: skoro on taki młody i ładny, to może te gwałty wcale nie są takie straszne…

Kadr z serialu Opowieść podręcznej, 2017.

Twórcy serialu twierdzą wprawdzie, że odmłodzenie bohaterów podyktowane jest raczej wiekiem Żony Komendanta – miało podkręcić dynamikę relacji między nią i Podręczną. Dwie kobiety mniej więcej w tym samym wieku, stanowiące dla siebie nawzajem zagrożenie i będące obiektem wzajemnej zazdrości rzeczywiście mogą być ciekawym wzbogaceniem fabuły. Nie da się jednak ukryć, że skutek uboczny tego zabiegu, choćby i miał twarz Josepha Fiennesa, pozostawia po sobie pewien niesmak.

Ale mimo niesmaku – oglądam dalej. Za bardzo mnie ciekawią trybiki tego chorego państewka i kulisy jego powstawania. Fascynuje mnie podglądanie, jak rewolucja pożera własne dzieci. Ciekawi, jak Gilead odnajduje się na mapie świata – wszak nie zapominajmy, że narodził się na gruzach demokratycznego raju…

Kadr z serialu Opowieść podręcznej, 2017.

Może więc powinniśmy wziąć sobie do serca przestrogę płynącą z Opowieści podręcznej. Wolność nie jest nikomu dana na zawsze. I nie znika z dnia na dzień. Najpierw zabiorą ci palec. Potem całą rękę. A stamtąd to już tylko rzut… kamieniem w Podręczną.

4 komentarze

  • Opowieść Podręcznej zrobiła na mnie fenomenalne wrażenie, zarówno powieść, jak i serial. Co prawda w wersji serialowej też zdziwiła mnie zmiana wieku komendanta i jego żony – fajnie, że jednak ktoś to uzasadnił.

    Niedawno również pisałam o powieści Atwood i zakończyłam swoje rozważania podobną refleksją do Twojej – że nie można naiwnie wierzyć, że wszystko jest nam dane raz na zawsze. To dzieło zdecydowanie można traktować jako pewną przestrogę.

    Pozdrawiam serdecznie!

  • Jeszcze nie widziałam serialu, choć ostatnio pojawił sie w naszej tv, będzie więc szansa nadrobić. Książki o totalitarnych państwach mnie przerażają, mam wrażenie, że ludzkość ku temu zmierza

  • Reklamy tego serialu atakują mnie z każdej strony, ale mimo to nie planowałam go oglądać w najbliższym czasie. Twoją recenzję przeczytałam jednak z przyjemnością i zmieniłam zdanie. Dzięki za zachętę! 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.