Kadr z filmu Strażnicy Galaktyki vol. 2, reż. James Gunn, 2017.

Dużo i kolorowo czyli Strażnicy Galaktyki vol. 2

Strażnicy Galaktyki vol. 2 już w pierwszych scenach dają nam dokładnie to, po co przyszliśmy do kina. Star-Lord, Gamora, Rocket i Drax napierdzielają się z wielkim kosmicznym potworem, a Mały Groot w tym czasie tańczy i jest uroczy. I mniej więcej tak się sprawy mają do samego końca.

Wybierałam się na ten film z lekką dozą niepokoju. W sieci nie brakuje recenzji skrajnych, albo jak u Zwierza – takich, że nowa odsłona Strażników jest fajna… tak fajna, że zaraz po wyjściu z kina wylatuje widzom z głowy. Początkowo właściwie skłaniałam się ku podobnej opinii. Zwłaszcza kiedy tańczący Groot ustąpił miejsca dosyć gimnazjalnym żartom i przez pewien czas miało się wrażenie, że bardzo wprawdzie kreatywne, acz rzadko kiedy wierne polskie napisy są zabawniejsze od samego filmu. Albo może raczej – ich odstawanie od oryginału tworzy efekt komiczny. Potem na szczęście wszystko się rozkręciło… napisy też.

Kadr z filmu Strażnicy Galaktyki vol. 2, reż. James Gunn, 2017.

Gdyby nie to, że nim nie jest, druga odsłona Strażników mogłaby zakrawać na dramat rodzinny. Tym razem ratowanie galaktyki jest gdzieś w tle, a na pierwszy plan wybijają się relacje między bohaterami. Napięte (choć trochę za mało wyeksploatowane) stosunki Gamory z morderczą siostrą szukającą zemsty. Rocket niesfornie ściągający przyjaciołom na głowę problemy. I przede wszystkim – zagadka pochodzenia Petera Quilla. Jeśli zastanawialiście się, kim jest tajemniczy ojciec Star-Lorda, tutaj wreszcie dostaniecie odpowiedź. Nie ma chyba dużej przesady w stwierdzeniu, że cały ten film kręci się wokół motywu daddy issues.

Tyle mniej więcej mogę powiedzieć o fabule, żeby nie zepsuć wam seansu. Chociaż tak naprawdę fabuła nie jest najważniejszą częścią Strażników Galaktyki vol. 2. Konstruując ten film, twórcy mieli chyba nieco inne priorytety. Zabierają nas na wycieczkę po galaktyce i pokazują jej ciekawą różnorodność. Zmuszają do przytupywania nogą, upychając w filmie jeszcze więcej chwytliwych piosenek. I przede wszystkim karmią nas żartami. Jeden za drugim. I jeszcze trochę na dokładkę. Nie wszystkie te żarty zwalają z nóg, ale koniec końców bawimy się przednio.

Kadr z filmu Strażnicy Galaktyki vol. 2, reż. James Gunn, 2017.

I chyba głównie to się liczy. Sama nie wiem, czego innego miałabym się spodziewać po tym filmie. Miejsca na wybitne role aktorskie zwyczajnie tu nie ma. Fabułą rządzi dowcip. Estetyką – słodki Mały Groot. Ok, przesadzam, zdarzały się i ładne kadry bez Groota. Dużo ładnych, kolorowych kadrów. „Dużo” i „kolorowo” to chyba zresztą słowa, które najlepiej Strażników podsumowują.

Czy było lepiej niż w pierwszej części? I tak, i nie. Na pewno mieliśmy okazję nieco lepiej poznać poszczególnych bohaterów. Czarny charakter, kiedy już w końcu się ujawnił, był zauważalnie mniej bezpłciowy niż ten grany przez Lee Pace’a. Wszystkiego było więcej i bardziej – choć akurat tutaj można dyskutować, czy wyszło to filmowi na dobre. Obok komedii pojawiły się też sceny cięższe w wymowie i to o dziwo było plusem – choć poganiane kolejnym żartem może nie zawsze miały czas odpowiednio wybrzmieć.

Kadr z filmu Strażnicy Galaktyki vol. 2, reż. James Gunn, 2017.

Nie zbierałam szczęki z podłogi jak przy pierwszej odsłonie… ale nie oszukujmy się, pierwsi Strażnicy byli po prostu jednym wielkim wspaniale niepoważnym zaskoczeniem na ówczesnej mapie komiksowego kina. Jakkolwiek fantastyczne by ono nie było, drugi raz pierwszego wrażenia już nie zrobią.

3 komentarze

  • Ostatnio w Cinema City mignął mi plakat Strażników i zastanawiałam się, czy by nie wpaść na to do kina. Nie oglądałam jedynki, ale w sumie nie dlatego, że nie przepadam za tym pokrojem filmów, a raczej dlatego, że zafiksowałam się na Gwiezdnych Wojnach i już. Ale! Chyba się skuszę 🙂

    • To polecam zacząć od pierwszej części, druga ma więcej sensu jako kontynuacja, jako samodzielny film raczej średnio się broni ☺️

  • Jak najbardziej muszę iśc na ten film. Zwiastun rozbawił mnie to łez, więc nic tylko czekam na bardziej wolny dzień i zabieram lubego „na duży ekran” 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.