Kadr z serialu Korona Królów, 2017.
Kadr z serialu Korona Królów, 2017.

Co jest nie tak z Koroną Królów?

1 stycznia obejrzałam całe dwa odcinki najnowszej „superprodukcji” naszej rodzimej telewizji – historycznej telenoweli Korona Królów. Prawdopodobnie była to moja pokuta za wszystkie grzechy 2017 roku… a może nawet za wszystkie grzechy ludzkości. Jeśli wydaje wam się, że swego czasu polska adaptacja Wiedźmina sięgnęła dna, to znaczy, że jeszcze nie widzieliście Korony Królów. Tam, gdzie padł Wiedźmin, najnowsza produkcja TVP dziarsko puka w dno od spodu.

Nie ma co ukrywać, najbardziej podekscytowane Koroną Królów były chyba władze TVP – internauci już od dawna podchodzili do tematu co najmniej ze sporą rezerwą, a często wręcz szyderczo przeczuwali katastrofę. Bo jak tu nie dołączyć do loży szyderców, kiedy w mediach pojawiają się kuriozalne porównania z „polską Grą o tron” na czele, a zdjęcia z planu przypominają raczej Świat według Kiepskich? Biorąc pod uwagę charakter produkcji, Koronie Królów bliżej miało być chyba do Wspaniałego stulecia i innych tureckich „hitów” o pięknych i obwieszonych klejnotami sułtankach. Problem w tym, że aspirując do bycia polską odpowiedzią na Wspaniałe stulecie, Korona Królów wygląda przy nim jak wyjątkowo nieudane szkolne jasełka. Podoba się chyba tylko samym twórcom. I ewentualnie ich dumnym matkom. Wygląda na to, że nie potrafimy zmałpować nawet średnio udanej tureckiej telenoweli.

Kadr z serialu Korona Królów, 2017.
Mniej więcej tak oglądałam ten serial. Władysław Łokietek w Koronie Królów, 2017.

Odpowiadając na pytanie zadane w tytule, w zasadzie mogłabym zamknąć ten tekst w jednym słowie: WSZYSTKO jest nie tak z Koroną Królów. Ale nie będę aż tak łaskawa, żeby na tej ogólnej opinii poprzestać. Idziemy w szczegóły!

Fabularny chaos

Twórcy wzięli sobie na warsztat bardzo ciekawy okres – lata panowania ostatnich Piastów, konflikt między królem a biskupem, wyprawy wojenne, sojusze, Krzyżaków za miedzą, zbliżające się panowanie Kazimierza Wielkiego, który nie tylko zostawi Polskę murowaną, ale i (spoiler alert!) będzie miał cztery żony i żadnego legalnego dziedzica… Ten bardziej „prywatny” punkt wyjścia dla serialu też był całkiem obiecujący. Oto młody Kazimierz, przyszły król Polski, z czysto politycznych powodów ma się właśnie ożenić z Aldoną Giedyminówną, córką wielkiego księcia litewskiego, poganką, jednym słowem – obcą, w dodatku zakochaną w jakimś litewskim przystojniaku. Toż to idealny temat na telenowelę, w tle przewija się historia, a my obserwujemy, jak zbuntowana dziewczyna powoli odnajduje się w nowej roli, jak przyszły król i jego żona powoli zaczynają się lubić, śledzimy wzloty i upadki, rodzącą się namiętność, trudne relacje z Jej Wysokością teściową… to w teorii, bo twórcy Korony Królów z jakiegoś względu postanowili zasugerować to wszystko w pierwszym odcinku… po czym kompletnie porzucić wątek i w drugim odcinku przeskoczyć sobie od razu o 7 lat w przyszłość. To tyle, jeśli chodzi o zaangażowanie widza w losy bohaterów.

Kadr z serialu Korona Królów, 2017.
Kadr z serialu Korona Królów, 2017.

Serio, dużo bardziej obchodzą mnie bohaterowie reklam proszku do prania niż ci nieszczęśni Piastowie, którzy tylko snują się po ekranie od jednej kompletnie przypadkowej sceny do drugiej. Nie dość, że scenariusz jest dziurawy, to jeszcze przypomina zlepek scen, które niewiele mają ze sobą wspólnego i nijak widza nie angażują. Chociaż to akurat wina nie tylko scenariusza…

Fatalne aktorstwo

Równie dużą odpowiedzialność za brak emocji ponosi fatalne aktorstwo. Ten serial miał budżet większy niż jakakolwiek inna polska produkcja telewizyjna, prawdopodobnie więc dałoby się w nim zatrudnić aktorów, którzy potrafią coś wykreować… Czego by nie mówić o Wiedźminie, Żebrowski był w nim jednak całkiem w porządku. Tutaj nikt nie jest w porządku, między bohaterami nie ma absolutnie żadnej chemii, niezależnie od tego, czy właśnie biorą ślub, tańczą, przemawiają z łoża śmierci albo strofują synową. Trudno się zresztą oprzeć wrażeniu, że ci wszyscy aktorzy znaleźli się na planie przez przypadek – oni nie grają średniowiecznych postaci, tylko paradują przed kamerą poprzebierani w bardzo umowne stroje z epoki. I to widać już nawet na zdjęciach, a co dopiero w ruchu – to nie są średniowieczni królowie i książęta, tylko ludzie, którym ktoś kazał założyć niewygodny kostium i recytować coś z pamięci.

Kadr z serialu Korona Królów, 2017.
Kadr z serialu Korona Królów, 2017.

Fatalne wykonanie i Brak klimatu

Oglądając Koronę królów naprawdę trudno uwierzyć, że patrzymy na średniowieczny dwór i zamek w królewskim mieście Krakowie. Tak naprawdę trudno tam uwierzyć w cokolwiek, a winą za to zdecydowanie obarczam kreowanie świata przedstawionego po prostu po łebkach. Naprawdę zastanawiam się, na co poszedł cały budżet serialu, skoro królewskie korony zrobione są chyba z plastiku. Trzeba było wziąć te papierowe z Burger Kinga i byłaby jeszcze większa oszczędność! Kostiumy dzielą się na te, które wyglądają jak wyciągnięte prosto ze szkolnego teatrzyku, gdzie rządzą filc i polar… i na te rodem z reklamy żelazka albo proszku do prania –  śnieżnobiałe i perfekcyjnie wyprasowane. O przesadnej sterylności tego serialu można by napisać osobny wpis. To zresztą nie jest problem wyłącznie Korony królów, swego czasu Belle Epoque zgarnęła cięgi dokładnie za to samo… Ale tam przynajmniej Kraków był Krakowem, a tutaj zamek królewski zdaje się trochę oderwany od rzeczywistości. Może twórców nie wpuszczono na Wawel, żeby mogli się choć trochę natchnąć duchem Łokietka? Nie oczekuję oczywiście, że dzisiejszy Kraków jest w stanie zagrać swojego przodka sprzed kilku wieków, ale cały czas miałam wrażenie, że bohaterów wrzucono w jakieś miejsce, które znajduje się po prostu nigdzie i wypada strasznie prowincjonalnie jak na stolicę i dwór królewski… Serio, już nawet na imprezach u moich znajomych bywa więcej ludzi i stoły lepiej są zastawione niż na królewskiej uczcie u Łokietka.

Kadr z serialu Korona Królów, 2017.
Kadr z serialu Korona Królów, 2017.

Nic tu nie olśniewa i nie sprawia, że wszyscy mamy ochotę przenieść się w czasie i zostać książętami płci dowolnej. Ba, nawet obyczaje na królewskim dworze jakieś są tu rozluźnione, a gdzie ceremoniał, gdzie dyganie przed królem, gdzie zwroty grzecznościowe, gdzie jakaś powściągliwość i snute pod grzecznościowymi uśmiechami intrygi? W tej szumnie reklamowanej królewskiej opowieści zupełnie nic nie prezentuje się po królewsku.

Koszmarne dialogi

Choć w zasadzie w połowie przypadków trudno to w ogóle nazwać dialogami… Bohaterowie przez większość czasu w ogóle nic nie mówią, a jeśli już się odezwą, wypowiadają jakieś przypadkowe zdania, które w żaden sposób się ze sobą nie łączą i nie posuwają fabuły do przodu. Tam, gdzie postaci wchodzą w jako taki dialog, jest on tak durny, że szybko staje się memem – internet w ciągu dwóch dni zdążył już obśmiać większość scen z premierowych odcinków. Po jednej takiej wymianie zdań można by nawet dojść do wniosku, że Kazimierza, wtedy już ojca dwóch córek, najwyraźniej trzeba jeszcze uświadamiać, skąd się biorą dzieci…

Kadr z serialu Korona Królów, 2017.
Kadr z serialu Korona Królów, 2017.

Dziwactwa językowe

Kręcąc film czy serial, w którym bohaterowie są różnych narodowości, można przyjąć kilka różnych podejść do języka. Jak Mel Gibson w Pasji czy Apocalypto pozwolić bohaterom przez cały film mówić w ich oryginalnych narzeczach. Albo wręcz odwrotnie – poświęcić lingwistyczną dokładność na rzecz wygody widza i nakręcić całość w języku odbiorcy. Kojarzycie te wszystkie filmy wojenne, w których Niemcy mówią po angielsku, tylko z nieco dziwnym akcentem, prawda? Można też częściowo pobawić się językiem jak w Wikingach i zasadniczą część produkcji nakręcić w języku odbiorcy, a w tym jednym konkretnym rodzaju scen, gdzie stykają się ze sobą różne kultury, pozwolić widzom posłuchać oryginalnych języków. Ważna jest jednak spójność i logika w całej tej zabawie z językami – kiedy już decydujemy się na jakieś rozwiązanie, to trzymamy się go do końca i wiemy, dlaczego wybraliśmy tak, a nie inaczej. Kiedy w takich Wikingach bohaterowie zaczęli mówić po staronordyjsku i staroangielsku, było to piękne dźwiękowe doświadczenie i w miarę uzasadniony zabieg.

W Polsce mamy na to jednak swój własny patent, a na pewno ma go Korona Królów – najpierw pozwalamy Litwinom mówić po litewsku… a potem bezczelnie przykrywamy to lektorem tłumaczącym wypowiedzi na polski. Bo czemu nie. Rozumiem, że najważniejszej grupie odbiorców telenowel, czyli starszym ludziom, ciężko czytałoby się napisy na ekranie… Ale w takim razie można już było darować sobie ten litewski, skoro i tak w całości zniknął pod beznamiętnym głosem lektora. Po co sobie utrudniać życie, jeśli i tak nic z tego nie wychodzi? To prawie tak mądre rozwiązanie, jak swego czasu zatrudnienie Faye Dunaway w polskim filmie tylko po to, żeby ją zdubbingować.

Kadr z serialu Korona Królów, 2017.
Kadr z serialu Korona Królów, 2017.

Równie duży bałagan jest w serialu z łaciną – skoro twórcy tak bardzo chcieli, żeby chrzest Aldony/Anny i inne kluczowe sceny wybrzmiały po polsku, trzeba było po prostu machnąć ręką na to, że w średniowieczu jedynym językiem liturgicznym była jednak łacina i zrobić cały serial po polsku. Fabuła ani wiarygodność specjalnie by na tym nie ucierpiała, bo chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że oglądamy pewnego rodzaju bajkę, a nie film dokumentalny. Ale już robienie z liturgii polsko-łacińskiej sałatki, w której wedle uznania ksiądz i wierni przechodzą sobie z jednego języka na drugi, na 600 lat przed tym zanim w ogóle Watykan zezwolił odprawiać msze w językach narodowych, to już po prostu bolesny cios w spójność. Ujednolicenie naprawdę nie jest tak wielką zbrodnią jak bałagan.

Czepiłam się języka, ale to w końcu mój konik, więc powiem jeszcze jedno – brakuje mi w tym serialu jakiegoś uroku przeszłości. Wiadomo, że w telenoweli nikt nie będzie się silił na całe sceny w średniowiecznym polskim, ale czy dla podkreślenia kolorytu nie można było zostawić bohaterom choć kilku charakterystycznych sformułowań czy nawyków językowych, choćby w tym, jak się do siebie zwracają? Czegoś, co pozwoli nam uwierzyć, że jesteśmy na średniowiecznym dworze królewskim, a nie na karnawałowej przebieranej imprezie w samym środku XXI wieku, gdzie brakuje już tylko tego, żeby z ust bohaterów wyrywały się „spoko” i „nara”. Naruszenie etykiety na dworze królowej Elżbiety do dzisiaj wywołuje skandale, ale do Łokietka i jego żony można gadać, jak do równych sobie?

Kadr z serialu Korona Królów, 2017.
Kadr z serialu Korona Królów, 2017.

Brak emocji

Różne rzeczy można mówić o telenowelach, ale całą ich racją bytu jest to, że dostarczają ludziom emocji. Dobra telenowela może być historycznie przekłamana na każdym kroku, nierealistycznie wyidealizowana czy nawet po prostu niezbyt mądra – ale o ile karmi widza emocjami, sprzedaje mu zdrady, nieszczęśliwe miłości, dramaty, kłótnie i Brooke wychodzącą za mąż po kolei za wszystkich Forresterów, to spełnia swoją rolę. Każe nam marzyć o wielkich miłościach, przystojnych sułtanach, przeżywać dramaty bohaterów. Korona Królów przy wszystkich swoich wadach nie spełnia nawet tej esencjonalnej roli. Po dwóch odcinkach nic a nic nie obchodzi mnie żaden z bohaterów, żadna między nimi relacja mnie nie przekonała, bo i relacji prawie tam nie ma, postaci po prostu stoją razem w kadrze i patrzą na siebie beznamiętnym wzrokiem. Jeśli wydawało wam się, że w Klanie niewiele się dzieje, Korona Królów prawdopodobnie zanudzi was na śmierć.

Najśmieszniejsze jest to, że TVP odtrąbiła teraz wielki sukces – wszak otwarcie serialu obejrzało ponad 4 miliony ludzi. Ośmielę się jednak zauważyć, że prawdopodobnie połowa z nich tak jak ja włączyła telewizor tylko po to, żeby przekonać się, czy to rzeczywiście będzie aż tak złe, jak źle wyglądało na zdjęciach… Nie jestem więc pewna, czy jest się z czego cieszyć, bo wkrótce może się okazać, że kolejne odcinki nikogo nie będą już obchodzić.

Kadr z serialu Korona Królów, 2017.
Kadr z serialu Korona Królów, 2017.

W obliczu tego wszystkiego poważnie zaczynam się zastanawiać, czy polska telewizja aby na pewno nie robi tego wszystkiego specjalnie. Może to jest jakiś spisek albo celowe działanie i próba osiągnięcia mistrzostwa w kręceniu paździerzowych seriali? Trudno się nad tym nie zastanawiać, kiedy już pierwsze odcinki Korony Królów są na tak beznadziejnym poziomie, że osiągnięcie go przez przypadek byłoby naprawdę bardzo trudne. Może Korona Królów chce zostać serialem tak złym, że aż kultowym?

Przypadkowo czy nie, Korona Królów już pierwszego wieczoru sięgnęła dna. Strach się bać, co będzie dalej… ale tego już nie zamierzam sprawdzać.

5 komentarzy

  • Same foty promocyjne wyglądają fatalnie, kostiumy jak ze szkolnej szopki, zdjęcia takie sobie, jakby koncepcja artystyczna nie weszła w budżet i trzeba było na szybko coś cyknąć. Język wolałabym przemilczeć, bo boli najmocniej; szkoda, że nikt nie wpadł na ten abstrakcyjny pomysł, żeby trochę jednak podkreślić charakter epoki. Laska raz zaciągnie po litewsku, raz jej się zapomni… 😀 Nie czuć emocji w grze aktorów. No i fajnie by było, jakby się pojawiło w obsadzie jakieś nazwisko, ale teraz to chyba wszystkie nazwiska na czarnej liście oznaczone trupimi czaszkami. W zasadzie to gdzie widać te tysiące? Za to fakt, że aktorka od Litwinki wykłóca się na fejsie z ludźmi o to, czy ich wykształcenie legitymizuje krytykę – nawet śmieszny. I to tyle z plusów. 😉

  • Brzmi tragicznie. Zastanawia mnie natomiast jedno – czy twórcy tylko udają, że nie widzą tych wszystkich negatywnych opinii i podniecają się własnym serialem robiąc dobrą minę do złej gry, czy naprawdę nic nie wiedzą o odbiorze serialu. Poza tym też nie wiem, jak można było stworzyć aż tak złą produkcję. Oni tam nie myślą w tym TVP? Znaczy no… najwyraźniej nie ;).

  • OGLĄDAM FILM OD PIERWSZEGO ODCINKA I UWAŻAM ŻE JEST BARDZO DOBRY ,AKTORZY SUPER DOBRANI DO RÓL ,KAŻDY ODCINEK BARDZO CIEKAWY ,NIE WIEM SKĄD SIĘ BIORĄ TE WSZYSTKIE NEGATYWNE WYPOWIEDZI NA TEMAT TEGO FILMU ?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.