sezon 2 Ania nie Anna
Kadr z 2 sezonu Ania, nie Anna, 2018.

A mnie się dalej podoba, czyli sezon 2 Ania, nie Anna

Najbardziej pozytywny i uroczy serial ostatnich lat powraca! Sezon 2 Ania, nie Anna już jest dostępny na platformie Netflix. Najnowsza adaptacja powieści L.M. Montgomery z miejsca zachwyciła mnie już w pierwszym sezonie – nie tylko tym, że pozwoliła mi wrócić na chwilę do dzieciństwa i na cudownie znajome Zielone Wzgórze, ale także tym, że wreszcie po latach znalazłam „swoją” ekranową Anię.

W dzieciństwie oglądałam oczywiście filmy z Megan Followes w roli głównej, ale nie mogę powiedzieć, by jakoś specjalnie mnie one przekonywały. Ania, nie Anna „kupiła” mnie za to od pierwszych minut, tak za sprawą idealnie roztrzepanej, egzaltowanej i dziwacznej rudowłosej dziewczynki, w którą bardzo naturalnie wciela się Amybeth McNulty, jak i całą plejadą świetnie zarysowanych postaci drugoplanowych. Gilbert Blythe w wykonaniu Lucasa Jade’a Zumanna jest chłopcem tak przeuroczym, że zaczynam tęsknić za wiekiem nastoletnim – bo „w moim wieku” nieco już chyba nie wypada się otwarcie zachwycać takim chłopięciem. Surowa na zewnątrz, ale kochająca w środku Maryla (Geraldine James) i nieco gapowaty, ciepły Mateusz (R.H. Thomson) też są cudowni – świetnie udało się tu twórcom oddać ducha bohaterów i małomiasteczkową atmosferę XIX-wiecznego Avonlea.

sezon 2 Ania nie Anna
Niezmiennie przepiękne plenery! Kadr z 2 sezonu Ania, nie Anna, 2018.

Adaptacje ukochanych powieści z dzieciństwa mają jednak to do siebie, że zawsze trochę dzielą widzów. I nic dziwnego, bo w końcu nie jest łatwo zmierzyć się z siłą dziecięcych wyobrażeń… Jedni są zachwyceni tym, jak ich ulubione postaci ożywają na ekranie, innym przeszkadza swoboda w prowadzeniu fabuły albo uwspółcześnienie poruszanych tematów. Sezon 2 Ania, nie Anna też nie jest od tych kontrowersji wolny. Ale choć rozumiem, skąd biorą się pewne zastrzeżenia co do strony, w którą serial zmierza, będę stać na straży zdania, że w tym przypadku zmiany są dobre.

Ania, nie Anna jest serialem jednocześnie bardzo wiernym oryginałowi i bardzo swobodnie sobie z nim poczynającym. Wiernie konstruuje osobowości bohaterów i oddaje ducha powieści L.M. Montgomery – z całą ich dobrą energią, dziewczęcą lekkością, gloryfikacją mocy wyobraźni i nieco może naiwnym czy też prostolinijnym podejściem do rzeczywistości, w której cokolwiek by się nie działo, ostatecznie i tak zatriumfuje dobro, piękno i przyjaźń silniejsza niż wszystko. Ale choć początkowo serial starał się też wiernie odtwarzać niektóre ikoniczne sceny, im dalej w las wyobraźni, tym śmielej twórcy poczynali sobie z fabułą. Nowy sezon jest już jedynie adaptacją na motywach powieści L.M. Montgomery, a nie wierną kopią oryginału. Nie jest może adaptacją tak daleko idącą jak umieszczanie Makbeta w realiach po apokalipsie i włożenie mu do ręki karabinu… Ale warto tutaj pamiętać, jakimi prawami rządzą się adaptacje. Bo choć Ania, nie Anna wciąż jest osadzona w XIX-wiecznej Kanadzie, to prowadzi swoich bohaterów niekiedy dość zaskakującymi ścieżkami, nierzadko wyposażając ich w nieco uwspółcześniony zestaw poglądów na świat i rzeczywistość. To dość wyraźnie podzieliło widzów – ale choć zdarza mi się niekiedy stać po stronie ekranizacyjnych konserwatystów, tym razem całym sercem popieram kierunek obrany przez twórców.

sezon 2 Ania nie Anna
Mój nowy ulubiony bohater – artysta Cole w otoczeniu dziewcząt. Kadr z 2 sezonu Ania, nie Anna, 2018.

Wiecie, można narzekać, że Gilbert nagle pół sezonu spędza gdzieś na morzu i zwiedza egzotyczne wyspy, bo w końcu powieści go w takie wyprawy nie wysyłały… Ale z punktu widzenia opowieści, którą snują twórcy serialu, jego zamorskie przygody są całkiem uzasadnione i to z kilku powodów. Po pierwsze, aktorzy w rolach Ani i Gilberta są tak jeszcze bardzo dziecinni, że nie sposób tu na poważnie rozgrywać wątku miłosnego… a jak długo można grać młodzieńczym zauroczeniem, ciąganiem za włosy i rozbijaniem tabliczek na głowie. Rozłąka z tego choćby powodu im służy i daje każdemu z nich trochę własnych spraw i problemów do rozwiązania. Podróże Gilberta są też pretekstem do wprowadzenia tematu, o którym twórcy ewidentnie chcą co nieco powiedzieć – jego przyjaźń z czarnoskórym Sebastianem pozwala skonfrontować tak samego Gilberta, jak i całe stateczne i praktycznie w całości białe Avonlea z kwestią różnorodności rasowej i tolerancji  (tudzież jej braku). Osobiście uwielbiam i ostatnio zawzięcie tropię w kinie i telewizji takie wątki, w których bohater nagle zdaje sobie sprawę, z jak wielu rzeczy sprawy sobie nigdy nie zdawał, bo mimo wszystko jest członkiem grupy uprzywilejowanej i po prostu nie musiał się z różnymi trudnościami konfrontować – i tutaj dostajemy to właśnie na przykładzie młodego Gilberta, do którego powoli dociera, jak czasami bywa beztroski i bezmyślny, próbując przykładać swoje standardy i przyzwyczajenia do diametralnie przecież różnych okoliczności życiowych czarnoskórego przyjaciela.

sezon 2 Ania nie Anna
Gilbert i Sebastian w drodze po… przygodę. Kadr z 2 sezonu Ania, nie Anna, 2018.

Można oczywiście narzekać, że zdziwienie bohatera istnieniem rasizmu tudzież to, że on w ogóle dostrzega takie zjawisko, jest w XIX wieku nieco śmieszne… ale czy na pewno? Gilbert jest rezolutny i dość empatyczny, trudno się więc dziwić, że wczuwa się w sytuację przyjaciela. Jest też młodym chłopcem z małej mieściny na prowincji, żyjącym w czasach, gdy na co dzień źródłem informacji była co najwyżej wścibska sąsiadka – nie wymagam od niego, by w pełni zdawał sobie sprawę z tego, jak część ludzi traktuje osoby o innym kolorze skóry.

Poza tym – hej, to nie jest film dokumentalny, a widzowie mają dziś nieco inne spojrzenie na świat i nieco inne problemy są w naszych społeczeństwach palące. Potwierdzam – jeszcze 20 lat temu bycie rezolutną dziewczynką w zupełności wystarczyło do tego, żeby stać się klasowym popychadłem, ale w dzisiejszym zglobalizowanym świecie takich kwestii jak odmienność, bycie „dziwadłem” i społeczeństwo, które nie radzi sobie z szacunkiem dla innych, nie da się już zamknąć tylko w tym, że ktoś jest rudy i lubi czytać książki. Opowieści o Ani zawsze były pełne empatii, na swój sposób wychodziły naprzeciw osobom z takich czy innych względów wykluczanym, osamotnionym czy traktowanym niesprawiedliwie. Na przełomie XIX i XX wieku L.M. Montgomery w swoich warunkach społeczno-kulturowych być może nie miała za dużo do powiedzenia o rasizmie czy homofobii, ale dzisiejsza Ania raczej nie pozostawałaby na takie kwestie obojętna. I nie dziwiłaby się temu, że ludzie bywają bardzo różni i bardzo różne mają wizje swojego życia – Ania może i lubi się dziwić pięknem przyrody każdego dnia od nowa, ale wątpię, by indywidualizm i inność istot ludzkich mogły ją wprawić w zakłopotanie. I chyba taki punkt widzenia przyjęli twórcy, poruszając cały szereg istotnych z dzisiejszego punktu widzenia tematów.

sezon 2 Ania nie Anna
Kadr z 2 sezonu Ania, nie Anna, 2018.

A widać, że mają całkiem sporo do powiedzenia o kwestiach społecznych. W poprzednim sezonie serial zwracał uwagę na sytuację dzieci pozbawionych dzieciństwa – wykorzystywanych jako tania siła robocza, wychowujących młodsze rodzeństwo, bardziej „tresowanych” ku posłuszeństwu niż wychowywanych z miłością i zrozumieniem. Nie stronił też od refleksji na temat pozycji i roli kobiety w społeczeństwie – nie tylko niesforna Ania wyrastała tu na feministkę, ale i na pierwszy rzut oka surowa i konserwatywna Maryla okazała się mieć w sobie nieco rewolucyjnego zapału. Ten wątek jest teraz rozwijany, między innymi za sprawą nowej nauczycielki – bo kto to widział, żeby kobieta pracowała na takim stanowisku i to w dodatku kobieta niezamężna, samodzielna i chodząca w spodniach… Sporo miejsca sezon 2 Ania, nie Anna poświęca też refleksjom na temat małżeństwa, związków i miłości. Młode dziewczęta zastanawiają się, czy wychodzić za mąż, czy może jednak iść za marzeniami i zdawać na studia. Ania snuje teoretyczne rozważania nad tym, czy mogłaby być czyjąś podporządkowaną żoną, czy może zadowala ją wyłącznie rola równoprawnej partnerki. Nawet sztywni państwo Barry konfrontują się z pytaniem, czy głosu żony należałoby czasem jednak posłuchać.

sezon 2 Ania nie Anna
Kobieta na motorowerze – sensacja murowana. Kadr z 2 sezonu Ania, nie Anna, 2018.

Wedle współczesnych standardów można by powiedzieć, że w tym sezonie Ania z niezwykłą łatwością odkrywa też, że miłość nie wyklucza. Mamy tu uroczy wątek starszej pani, która większość swojego życia spędziła u boku kobiety. Można się oczywiście zastanawiać, na ile prawdopodobne są w Kanadzie epoki wiktoriańskiej pełne artystów i indywidualistów imprezy niczym u Eltona Johna i czy trzy nieheteronormatywne postaci na cały sezon to dużo czy mało… Można się zastanawiać, czy akceptacja związku dwóch kobiet nie przychodzi niektórym bohaterom „zbyt łatwo” jak na XIX-wieczne standardy… Ale też nie jest przecież tak, że serial prezentuje w tej kwestii postawy wyłącznie współczesne. Starsza pani może i zaskakująco otwarcie mówi o swoim związku z kobietą, ale są tu i bohaterowie dużo bardziej zagubieni albo wręcz wypierający swoją seksualność i gotowi za wszelką cenę dopasować się do „normalnego” jak na tamte czasy wzorca. Dla Ani przepełnionej empatią i zrozumieniem dla inności zaakceptowanie ludzi takimi, jacy są, może być łatwe i naturalne, ale innym bohaterom przychodzi to już z większą trudnością. To, że epoka „z zasady” pewnym sprawom wtedy nie sprzyjała, nie znaczy przecież, że nie było wtedy ludzi myślących bardziej postępowo. A kogo jak kogo, ale Ani Shirley o zbytnie przestrzeganie zasad nie ma co podejrzewać.

sezon 2 Ania nie Anna
Kadr z 2 sezonu Ania, nie Anna, 2018.

Mam wrażenie, że mimo zarzutów o uwspółcześnianie perspektywy, serial stara się trochę równoważyć realia epoki ze spojrzeniem bliższym współczesnemu widzowi. I dla mnie to jest jego ogromna zaleta – bo zachowuje cudowny klimat Wyspy Księcia Edwarda, ale i wpasowuje się w potrzeby współczesnego widza. Opowieści o Ani wychowały całe pokolenia wrażliwych i empatycznych dziewcząt, a pewnie i niejednego chłopca o takich przymiotach. Dziś po prostu bycie wrażliwym i empatycznym zawiera w sobie nieco więcej, jest bardziej inkluzywne i skupia się na tematach, o których poprzednim pokoleniom nie było tak łatwo mówić. Ale to jeszcze nie jest powód do tego, by i dzisiaj o nich milczeć! A kto jak kto, ale Ania Shirley na pewno by w tej (ani żadnej innej) sprawie nie milczała.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.