A co ty robisz ze swoim czasem?

Czasem kiedy dopada mnie życiowo-zawodowy kryzys i mam ochotę rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady (czyli średnio raz w miesiącu), przeglądam sobie fragmenty motywacyjnych książek. Wiecie, jak zarządzać swoim czasem, jak się wyluzować, jak zabić w sobie perfekcjonistę, jak w pełni wykorzystać swój potencjał… Żaden z tych poradników jeszcze nie pomógł, ale przynajmniej skutecznie udaje im się zagłuszać lęk, że za mało inwestuję w samą siebie.

Tym razem padło na Jesteś marką Joanny Malinowskiej-Parzydło. Tutaj rzeczywiście muszę powiedzieć, że czytam tę książkę fragmentami… jestem dopiero w połowie, a „obsłużyła” już ze trzy kryzysy egzystencjalne. Być może dlatego, że zamiast odpowiedzi, znajduję w niej głównie strasznie trudne pytania… I to trudne nie tyle w znaczeniu skomplikowania, co raczej niewygodnej refleksji. Bo póki co na 200 stronach autorka raz po raz zadaje mi pytanie, komu, czemu i w imię czego poświęcam cały swój czas i energię. I dlaczego prawie w ogóle nie poświęcam jej samej sobie.

A pod tym względem nie jest dobrze… bo jak większość ludzi w zachodnich społeczeństwach – i prawdopodobnie tak jak ty – „zarządzam” swoim czasem tak, by znaleźć go na wszystko… tylko nie na to, co naprawdę sprawia mi przyjemność, inspiruje i rozwija.

Cudownie byłoby, gdyby źródłem twojego utrzymania było coś, co naprawdę lubisz robić, co cię fascynuje i napełnia dobrą energią. Ale nie oszukujmy się – cały czas bardzo niewiele osób ma ten komfort i tę wewnętrzną wolność. Można zrzucić winę na pragmatyzm, ekonomię i realia życia w tym czy innym zakątku świata. Można zrzucić winę na tchórzostwo, lenistwo, kompromisy, brak ambicji albo brak pomysłu na to, jak je spełnić… Gdziekolwiek nie upatrywalibyśmy źródeł, nie da się ukryć, że większość z nas przez większą część swojego życia zajmuje się rzeczami, w które specjalnie nie wierzy, których specjalnie nie lubi… ale tak trzeba, z czegoś trzeba żyć, jakąś pracę trzeba mieć, jak już się zobowiązałem, to dokończę, firma sobie beze mnie nie poradzi, świat się przez weekend zawali, jeśli nie skończę tego projektu…

Równie wielu z nas kompletnie nie potrafi przydzielić sobie czasu na odpoczynek. Nie pamiętam, kiedy ostatnio spędziłam pełne dwa dni weekendu, nie robiąc niczego, co trzeba albo wypada… nie pisząc bloga, nie nadrabiając zleceń, nie uprawiając „półpracy” – czyli czytania albo oglądania czegoś głównie z myślą o przyszłych recenzjach. Wielu ludziom weekend służy głównie do nadrabiania wszystkiego, czego przeciążony organizm nie dał już rady udźwignąć w ciągu tygodnia. Albo ewentualnie do rozmawiania o pracy w gronie znajomych – i przeżywania całego tygodnia jeszcze raz. I obowiązkowo – do martwienia się tym, ile pilnych i niechcianych spraw przyniesie kolejny tydzień. Tak sobie jakoś egzystujemy, z tygodnia na tydzień, odliczając miesiące do urlopu i cały czas spychając takie luksusy jak relaks czy dbanie o własne zdrowie na sam koniec rosnącej listy obowiązków. Ja na przykład od pół roku wybieram się do okulisty, ale zawsze jest coś pilniejszego do zrobienia.

Pędzimy nie wiadomo po co i nie wiadomo dokąd – bo niestety większość z nas niespecjalnie skrupulatnie planuje swoją przyszłość. Wszyscy niby znamy sakramentalne pytanie „gdzie chciałbyś się widzieć za 5 lat?”, ale mało kto naprawdę sobie na nie odpowiada, jeśli akurat nie wybiera się na rozmowę kwalifikacyjną. Może i mamy jakieś wizje, że chcielibyśmy mieć dużo pieniędzy i masę wolnego czasu – ale traktujemy je raczej jak marzenia ściętej głowy. Nie zadajemy sobie pytania, jak dotrzeć tam na miejsce i jak osiągnąć tę mityczną satysfakcję z życia – bo doświadczenie nauczyło nas, że czas i pieniądze wzajemnie się wykluczają, można mieć albo jedno, albo drugie.

Wielu z nas godzi się też na to, że satysfakcja z życia wyklucza się zarówno z czasem, jak i z pieniędzmi. Wielu nawet szczególnie wytrwale nie szuka pracy, w której każde kolejne zadanie samo w sobie byłoby emocjonalną nagrodą. Bierzemy, co dają, i tłumaczymy sobie, że robienie tego, co się kocha, to domena hobby po godzinach. Ewentualnie przywilej wielkich gwiazd rocka. Czasem nawet nie potrafimy sobie wyobrazić takiej firmy i takiego stanowiska, na którym bylibyśmy szczęśliwi. Ale one istnieją. Odkryłam to ostatnio na widok ogłoszenia o pracy przy KOREKCIE KOMIKSÓW. Komiksów O SUPERBOHATERACH. Co prawda nawet nie podziękowano mi za zgłoszenie, ale hej – przynajmniej już wiemy, że są takie miejsca, gdzie pieniądze byłyby najmniej istotną częścią wynagrodzenia za mój czas i energię!

Kiedy więc autorka Jesteś marką prosi mnie o rozrysowanie diagramu i oszacowanie, komu poświęcam ograniczoną przecież ilość czasu mojego życia… trochę boję się to zrobić. Przeczuwam, jakie będą wyniki.

Zastanawiałeś się kiedyś, jak wyglądałby twój diagram? Ile czasu poświęcasz na rzeczy, których naprawdę chcesz i które doładowują twoją energię, zamiast ją roztrwaniać? Ile czasu poświęcasz samemu sobie? Czyje priorytety rządzą twoim życiem? Od samego zadawania sobie tych pytań można złapać doła… ale może warto się jednak z nimi zmierzyć. Może to czas na jakieś zmiany.

Może czas postawić chociaż jeden krok w stronę twojego pozornie nierealnego marzenia – zamiast przeklinać, że znów jest poniedziałek?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.