12 wspomnień z 12 edycji festiwalu Off Camera

12 edycja krakowskiego festiwalu kina niezależnego Off Camera właśnie dobiega końca – za mną 10 dni oglądania filmów z różnych stron świata, przysłuchiwania się inspirującym spotkaniom z artystami i chłonięcia twórczej atmosfery. Po szczegółową relację z festiwalu zapraszam na Instagram, a tymczasem przed wami 12 najważniejszych wspomnień z tegorocznej edycji festiwalu Off Camera:

1. Ten moment, kiedy wchodzi Krystyna Janda i nagle wszyscy milkną

Off Camera to co roku okazja do spotkania z twórcami kina – zarówno w formie bardziej oficjalnej, podczas wywiadów, paneli i dyskusji wokół filmów, jak i trochę przypadkiem, kiedy ktoś znany i lubiany siada obok ciebie na widowni, by po prostu obejrzeć film. Wśród tych spotkań trzeciego stopnia są jednak takie momenty, które wywołują szczególne poruszenie – i w tym roku była to na przykład chwila, gdy przed premierą filmu Słodki koniec dnia Jacka Borcucha na widowni pojawiła się Krystyna Janda. Niby wszyscy wiedzieliśmy, że się pojawi, bo po projekcji miała się odbyć dyskusja z twórcami filmu, w którym zagrała główną rolę – ale ta niesamowita cisza, jaka zapadła w momencie przybycia pani Jandy, na długo zapadnie mi w pamięć. Założę się, że mniej więcej tak reaguje brytyjska publiczność, kiedy królowa Elżbieta zaszczyca swoją obecnością jakiś spektakl w teatrze.

 

2. Ten film, który wkrótce wstrząśnie debatą publiczną

Zapamiętajcie moje słowa – za kilka dni będziemy namiętnie (a znając polską prasę i publiczność, pewnie też agresywnie) dyskutować o filmie Jacka Borcucha Słodki koniec dnia. Wraz z fenomenalnym aktorskim duetem Krystyna Janda & Kasia Smutniak Borcuch zabiera nas do sielskiej Toskanii, gdzie w malowniczych okolicznościach przyrody stawia niewygodne pytania o nasz stosunek do uchodźców, ogarniętą strachem Europę i odpowiedzialność za wypowiadane słowa. Oficjalnie w kinach od 10 maja, w wybranych miejscach przedpremiery już teraz – nie przegapcie, bo to są pytania, które warto sobie zadawać.

3. Te inspirujące rozmowy o kinie

Festiwal stwarza całkiem sporo okazji do rozmów o kinie – czy to podczas spotkań z twórcami towarzyszących projekcjom filmów, czy w trakcie otwartych wywiadów prowadzonych na placu Szczepańskim. W tym roku oprócz odkrywania tajników pracy filmowców podczas festiwalu przewijało się całkiem sporo poważnych tematów. O alkoholizmie i wychodzeniu z nałogu porozmawialiśmy z twórcami filmu Zabawa, zabawa; o to, jak można pomagać uchodźcom, pytaliśmy twórców Via Carpatia; o narodzinach i wzajemnym nakręcaniu się ekstremizmów opowiadał reżyser uhonorowanego Krakowską Nagrodą Filmową Sons of Denmark; o wolności, buncie i ogarniętej strachem Europie mówili twórcy filmu Słodki koniec dnia. Część tegorocznych rozmów z filmowcami możecie obejrzeć na kanale festiwalu na YT.

 

 

4. Ten film, którego potrzebuje Europa

Tegoroczną Krakowską Nagrodę Filmową zdobył Ulaa Salim za swój pełnometrażowy debiut Sons of Denmark – i chyba dla nikogo nie było to zaskoczenie, bo jest to film nie tylko naprawdę dobrze zrobiony, ale też naprawdę ważny w momencie dziejowym, w jakim się teraz znajdujemy. Osadzony w Danii niedalekiej przyszłości Sons of Denmark przygląda się coraz bardziej radykalizującym się grupom – z jednej strony nacjonalistycznej bojówce i głoszącym rasistowskie hasła politykom, z drugiej muzułmańskim imigrantom coraz bardziej sfrustrowanym postrzeganiem przez pryzmat terrorystów. Salim funduje nam tu mocne i wymowne studium strachu, który po obu stronach prowadzi do eskalacji i coraz bardziej brutalnych działań, i którego po żadnej ze stron nie da się zbyć jako nieuzasadnionego. Dobrze jest zdawać sobie sprawę z tego, jak łatwo ten strach może być cynicznie podsycany i do czego to może doprowadzić.

5. Ten moment, kiedy odbierasz akredytację medialną

Nie będę ukrywać, tegoroczna Off Camera to dla mnie małe blogowe zwycięstwo i +10 do prestiżu – w końcu okazałam się godna akredytacji medialnej. Co prawda cieszyłoby mnie to bardziej, gdyby obyło się bez błędu w systemie, który podwójnie zarejestrował moje zgłoszenie, i wydania dwóch wzajemnie sprzecznych decyzji… Ale hej, ostatecznie weszłam na Off Camerę jako przedstawiciel mediów, a przy okazji mogę cytować Tony’ego Starka.

 

6. Ta tęsknota za krakowskim ARSem

Off Camera to świetna okazja, by poznawać nowe sale kinowe i oglądać filmy w różnych nietypowych miejscach – na dachach kamienic, pływającej po Wiśle barce czy w sali Akademii Sztuk Teatralnych. Ale to także festiwal, który do tej pory dość równomiernie rozkładał się między moje dwa ulubione i bardzo klimatyczne kina: ARS i Kino Pod Baranami. Barany dalej trzymają się świetnie, ale dawnego ARSa już z nami nie ma… Kino przy ulicy św. Jana 6 działało z małymi przerwami od 1916 roku, przetrwało wojnę, ale nie udało mu się przetrwać znaczącego podniesienia czynszu i planów zamienienia kamienicy w dochodowy hotel. Być może jeszcze jakieś miejsce dla ARSa się w Krakowie odnajdzie… Ale póki co jego nieobecność na festiwalowej mapie jest dla stałych bywalców bardzo widoczna.

7. Ten film, na którym dusimy się ze śmiechu

Są tu jacyś fani Co robimy w ukryciu Taiki Waititi? Bo chyba właśnie odkryłam coś, czym koniecznie powinniście się zainteresować. Irlandzki film Extra ordinary (pisownia oryginalna) co prawda dopiero zalicza pierwsze pokazy na festiwalach filmowych, ale kiedy tylko wejdzie do szerszej dystrybucji, warto go upolować. Przezabawny, absurdalny do granic możliwości, a przy tym dziwacznie zwyczajny Extra ordinary to opowieść o do bólu przeciętnej instruktorce jazdy, która skrywa zaiste nieprzeciętny talent – rozmawia z duchami i wypędza je z opętanych przedmiotów: koszy na śmieci, ścian czy dziur w jezdni. Pewnego dnia musi stawić czoło swojemu idolowi – autorowi jednego muzycznego hitu, który zawiera pakt z diabłem, by wrócić na listy przebojów. Nie śmiałam się tak w kinie…. chyba od czasów pierwszego podejścia do Co robimy w ukryciu.

8. Ten moment, kiedy trafiasz do studia filmowego

W tym roku udało mi się wreszcie skutecznie zapolować na odbywające się w ramach festiwalu zwiedzanie studia filmowego Alvernia – i było to doświadczenie równie niesamowite, co sam obiekt. Przypominająca z zewnątrz bazę na księżycu, a w środku plan filmu science fiction, Alvernia Planet pozwala podejrzeć robienie kina „od kuchni” i zajrzeć do miejsc, w których nagrywa się filmową muzykę, buduje scenografię czy kręci sceny na tle komputerowo wygenerowanego tła. Jeżeli kiedyś będziecie mieli okazję (na przykład podczas festiwalu w przyszłym roku!), koniecznie wybierzcie się do Alverni!

 

 

9. Ta kapryśna pogoda…

Nie da się ukryć, że w tym roku pogoda nie rozpieszczała uczestników festiwalu i była bardzo w kratkę… z przewagą deszczu i zimna. Co raczej nie uprzyjemniło licznych plenerowych seansów i sprawiło, że złamałam swoją coroczną tradycję „dachowania” – seanse odbywające się ponad miastem na dachach kamienic mają swój niepowtarzalny urok, ale nie wtedy, kiedy zamarzasz i kończysz festiwal z grypą. Dobrze, że przynajmniej można było się schować w klimatycznych kinowych salach!

10. Ten moment, kiedy zamieniasz się w chodzący batonik

Jeśli to prawda, że jesteś tym, co jesz, pod koniec festiwalu byłam już batonikiem Danusia, który w prezencie od sponsora rozdawano widzom przed każdą projekcją. Czy mogłam nie przyjmować batoników i ich nie jeść? Oczywiście. Czy to zrobiłam? Oczywiście, że nie. Zależność pomiędzy mną i słodyczami jest prosta, jak akcja-reakcja: dostaję batonik – zjadam batonik. Tu nie ma miejsca na decyzje, czy to aby rozsądne. Ale tak sobie myślę, że w przypadku tej edycji festiwalu, w którą włączono także poranny fitness z gwiazdami i całą sekcję filmów o sporcie, można było się postarać o zwerbowanie na sponsora jakiegoś producenta zdrowych chipsów z marchewki. Byłoby bardziej spójnie. A ja miałabym mniejsze wyrzuty sumienia.

11. Ten skandynawski film, który skradł moje serce

W ostatnich latach na mapie skandynawskiego kina coraz wyraźniej zaznacza się Islandia – i to właśnie z tego kraju przywędrowała w tym roku na Off Camerę Kobieta idzie na wojnę. To przeurocza, lekko absurdalna komedia z wyraźnym ekologicznym podtekstem – o kobiecie, która wydaje prywatną partyzancką wojnę wielkim koncernom. Zabawna, niekiedy zaskakująca i dopieszczona pomysłowym wykorzystaniem muzyki Kobieta idzie na wojnę powinna zainteresować fanów skandynawskiego kina.

 

12. To niebanalne spojrzenie na komedie romantyczne

Tegoroczną edycję Off Camera zaczęłam od dokumentalnego filmu o komediach romantycznych – i rozmaitych absurdach, jakie najpopularniejsze filmy z tego gatunku kładą do głowy zarówno kobietom, jak i mężczyznom. Sporo uwagi poświęcono w tym roku właśnie komediom romantycznym – z jednej strony na jednej z festiwalowych gal odbył się pokaz Notting Hill, z drugiej cała sekcja Na górze róże, na dole fiołki starała się pokazywać filmy, które do pewnego stopnia korzystają z tradycyjnych schematów tego gatunku, ale jednocześnie przetwarzają go na swój własny sposób czy przez pryzmat własnej kultury – jak na przykład Tehran: city of love, przeurocza i cokolwiek zaskakująca quasi-wariacja na temat Love Actually prosto z Iranu. Ten z jednej strony bardzo uniwersalny, a z drugiej przyjmujący najrozmaitsze oblicza gatunek filmowy okazuje się dużo ciekawszy i bardziej złożony niż to, co zazwyczaj przychodzi nam na myśl, gdy mówimy o komediach romantycznych. Przyznaję, poczułam się zainspirowana do poszukiwań – i być może do krytycznej analizy albo niestandardowego ujęcia komedii romantycznych będziemy jeszcze na blogu wracać.

12 edycja festiwalu Off Camera już za nami – zostaną mi po niej (w większości) przyjemne wspomnienia i nadzieja na to, że w przyszłym roku czeka nas jeszcze więcej filmowych wrażeń, porywających tematów i gorących dyskusji. I znacznie więcej słońca. Do zobaczenia za rok na Off Camera!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.